14997164_10207756133723306_973938185_n
Nazywam to Gastropolis. To wielki system trawienny, organizm wzajemnego pożerania. Podstawą jest Głód. Łaknienie. Wszystko wydaje się sprofilowane pod kątem Strawienia. Ogromne globalne Przedsiębiorstwo Handlowo – Usługowe. Rodzimy się Konsumentami. W tej wersji „rzeczywistości” wraz z odcięciem pępowiny automatycznie następuje podpięcie.

Od szczenięcych lat rozpoczynamy konfigurację Wewnętrznego Systemu Operacyjnego by nadążać za Aktualizacjami postaw i trendów. Sam system edukacji – sam w sobie tworzy ściany tego kwadratu. Klatkę. Te klatki to stoiska sprzedaży w Markecie Mózgu. To jest podstawa. Punkt mojego wyjścia. Gastronomia stała się kolejną bombką na ściętej choince ustawionej w salonie zabaw, uciech i psot. Usługą, która ma nas zadowalać pełną trendów i nowinek opisywanych w kolorowych pismach i programach w telewizji i internecie. Ugładzoną i sprofilowaną pod wyniki sprzedaży malowaną lalką albo pociesznym Kucharzykiem z kreskówki albo stokowych zdjęć. Największa uwaga w tej coraz bardziej wirtualnej rzeczywistości 3D jest skierowana na Opakowanie. Tu się najlepiej zarabia i to stało się towarem obrotu jak giełdowe akcje. Dla osoby, która pracowała w Gastronomii w jej realnym rozpakowanym wnętrzu – ten lansowany wizerunek jest jak żart. Dla osoby, która wybudziła się z tego cywilizacyjnego transu i tej technokratycznej imprezy w kasku VR-u – ten żart stał się po prostu kpiną.

W autentycznym funkcjonowaniu w tym świecie jest pewna fundamentalna sprzeczność. Tak jak w każdej twórczości, która w swojej deklaracyjnej formule zapewnia o wolności. Jednak wolność to mit. Zatem – wszystko jest sprzedażą. Uzależnieniem od reakcji zwrotnej, która już determinuje kolejny ruch. Chodzi o to, by ta sprzedaż była uczciwa, a produkt nie szkodził na poziomie indywidualnym i kolektywnym. To można zrobić i należy zrobić i to dla mnie stanowi autentyczną alternatywę dla Świata Folderu. W moim odczuciu to zrozumienie staje się viralem świadomości. Ten viral będzie podstawą nowego biznesu – punktem wyjścia.

Kolejnym elementem tego biznesu będzie zaangażowanie w rozwój ludzkiej świadomości. Wiedza o współzależności i o realnej sytuacji w jakiej jesteśmy jako cywilizacja i istoty ludzkie. Podjęcie wyzwania jakim jest konfrontacja z konsekwencjami funkcjonowania w Kulturze Monety. I tutaj pojawia się wspomniana wcześniej bolesna sprzeczność. To jest trudne połączenie, bowiem standardy marketingowe zakładają przyjemny i lekkostrawny komunikat, bo to wzmacnia dobre samopoczucie i zachęca do zakupów. Jednak jak sprzedać wiedzę o realnej sytuacji tej planety, kiedy właśnie cały przemysł konsumpcyjny, medialny i działania polityczne mają znamiona populizmu i ich zadaniem jest ucieczka przed faktami. Ciężko zdjąć VR – y kask kiedy wyświetlają bajkę o spełnieniu, bogactwie i spektakularnej karierze i to w 3D.

Wracając do gastronomii to ewidentnie takim profilem, który już zawiera element wiedzy o naszej sytuacji i próba realnego działania jest kuchnia bezmięsna. Nie piszę tutaj o modach, stylach życia czy nadaniu swojej egotycznej postawie makijażu współczucia dla lepszego odbioru. Tworzenie jakiś urojonych podziałów na złych okrutnych mięsożerców i dobrych uduchowionych vegan mija się z celem i bardzo szkodzi – zrozumieniu roli takiej decyzji o zmianie diety czy jej modyfikacji, która często wcale nie jest łatwa. Taki proces warto wspierać dzięki wiedzy pozbywając się jednocześnie niepotrzebnej ideologicznej otoczki. Jednak przede wszystkim pozbywając się agresji wobec ludzi, których zazwyczaj oceniamy własną miarą. Ciągła krytyka i ciągłe zapewnianie o swojej racji jest stratą czasu.

Podobnie jak ciągłe spory o zmiany klimatyczne. Zmiany widać gołym okiem i tracenie czasu na uzasadnienia tego faktu wobec sceptyków nie ma sensu. Sens ma działanie tu i teraz przy użyciu tego co potrafimy i co mamy. Jestem zwolennikiem odczarowywania medialno – marketingowych zaklęć – co jak wiadomo nie jest najlepszą strategią biznesową. Jednak zysk powstający z takiego działania jest poza skalą ogólnie przyjętych standardów profitowych. Jest nim poziom szczęścia wynikający z życia w zgodzie z samym sobą. Jest nim radość z tego co się robi, jak się robi i z jakim skutkiem.

Reklamy
%d blogerów lubi to: