dsc_9891
Kawa. Poranny kop na rozruch. Uzależnienie jak wszystko. Bawi mnie czasem gadka o uzależnieniach i domniemanej wolności w obrębie tego Układu – gdzie wszystko jest sprzężone ze wszystkim i zębatki kół – by mogły pracować – muszą ocierać inne koła. Etiopia. Owoce kawowca. Czarne złoto, które dwa bolesne milenia wojen i pozornego postępu pocieszają wyborców i konsumentów świata 3D kolejnego gęstego poranka w wielkich metropoliach miast zanikających z wysokości w gęstwinach smogu.

Świat oddycha sam sobą. Sam siebie zaprasza do tańca we własnych wnętrznościach nucąc epitafium. Później czarne złoto dotarło do Jemenu i zostało sypnięte z ręki arabskiego kupca na handlowy stół kolonialnych władców świata, którzy stworzyli fundamenty pod Konsorcjum Kotleta i Parówy. Ludzki mózg odkrył nowy żywszy stan. Stan pobudzenia, a dodając jeszcze cukier – wymiar stymulacji. Ojcowie dominacji mieli kolejny obok wielu innych rytuał ze starannością przygotowywany przez ich niewolników, których zakutych w kajdany taszczyli na swoich brudnych żaglowcach do wybrzeży Nowego Wspaniałego Świata. Oto jest! Nawet dla nas – pionków na szachownicy uwarunkowań gdzie niewidoczne paluchy wciskają przycisk zegara i wykonują kolejny ruch o którym dowiemy się dopiero kiedy obecna rozgrywka dobiegnie końca. Kto gra? Z kim? To pewnie zależy, jednak o co – to już raczej wiadomo…

mv5bmtyyntqwnzk0ov5bml5banbnxkftztgwmdaymdi2mdi-_v1_ux182_cr00182268_al_O więcej. Zawsze więcej. Nawet jak jest już mniej, to i tak więcej. Więcej. Jest trochę – mało. Jest więcej – mało. Jest dużo – a jednak mało. Zawsze zastanawiała mnie ta część ludzkiej natury – ta ambitna, ekspansywna, ta ciągle głodna i spragniona. Kawa pojawiła się w stolicach europejskich na połyskujących stolikach klubów burżuazji i salonach elit. W XVII wieku korporacyjny moloch tamtych czasów czyli Kompania Wschodnio-indyjska rozpowszechniła w Europie ten arabski napój. Na temat praktyk Kampanii jest obecnie bardzo dobry serial „Tabu” polecam gorąco do porannej kawki. Jak grzyby po deszczu wyrastały kawiarnie serwujące spragnionym wrażeń Europejczykom używkę o egzotycznym smaku i aromacie. Zażarło. Zasmakowało. W XIX wieku już była jednym z bardziej dochodowych i opłacalnych towarów goszczących w ładowniach statków. I obecnie porównywalne jest to z handlem ropą.

Maszyny na ropę. Ludzie na kawę. Cały przemysł liczy sobie kilkadziesiąt milionów dużych i mniejszych producentów. Jak wszędzie bywa także brutalny. Niektóre źródła utrzymują, że kolebką kawy jest Etiopia, gdzie ponoć ziemia jest wprost stworzona do uprawy arabiki. Ludzie którzy najczęściej pracują przy jej uprawie za dzień swojej pracy nie byli by w stanie zapłacić za spienione latte w Starbucksie. Każdego dnia ponad milion rolników i robotników zapewniają poprzez swoją robotę blisko połowę dochodów z etiopskiego eksportu – tą połową są zyski ze sprzedaży kawy. Jak to zwykle bywa Imperium Kotleta i Parówy w taki sposób manipuluje cenami, by etiopski rolnik w najlepszym razie leciał na kosztach i nic ponad to.

Jak czasem sącząc przy fejsiku małą czarną wydaje nam się, że mamy problemy „egzystencjalne” to taki rolnik z pewnością opowiedziałby nam cóż to znaczy żyć w miejscu gdzie problem to permanentny brak tych banalnych dla nas spraw jak edukacja, opieka zdrowotna czy ubezpieczenie czy wreszcie głód. Przypomina mi się Jezus wypędzający kupców z świątyni – bowiem podstawowym problemem są handlarze – ludzie, którzy nic nie twarzą a zarabiają na pracy innych i w wypadku etiopskich rolników jak i kilkadziesiąt milionów robotników tej branży – to właśnie handlarze skupują i sprzedają tak że w rezultacie pierwotna kawa zmienia kilkadziesiąt razy właściciela zanim my jako konsumenci Legolandu otworzymy to próżniowe opakowanie by poczuć ten boski aromat palonej kawy. Z całej tej operacji nasz biedny rolnik może otrzyma pięć procent z tego co my oddajemy handlarzom w formie pośredników jak i całej podatkowej maszynerii w jakiej tkwimy. Czerpanie zysków z tworzenia ograniczeń. Od lat osiemdziesiątych zyski zostały podwojone a takie kolosy spożywcze jak Nestle, Kraft czy Sarah Lee osiągnęły niebotyczne zyski z worków kawy i kiedy poprzez szereg działań udaje im się obniżyć ceny drobnych producentów zysk jest gwarantowany bowiem poziom cen na zachodnich rynkach pozostaje bez zmian. Na największych giełdach Gastropolis jak ta w Londynie czy Nowym Jorku sprawy mają się jak najlepiej w kwestiach notowań tego ukochanego przez cywilizację 3D stymulantu. Rolnicy próbują sobie pomoc poprzez zakładanie spółdzielni czy kooperatyw, aby uniezależnić się od sektora bankowego, który w ich wypadku i jak wiemy w większości innych jest niczym więcej jak zwykła lichwą wykalibrowaną tak by procent pożyczki pod nawozy i pracowników przed zbiorami był wystarczająco korzystny dla bankowego big maka. Generalnie tego typu praktyki to jest praktycznie standard w Królestwie 3D gdzie jak wiemy Profit – jest magicznym zaklęciem i mantrą Kwadratowych Magów z spod berła Gastropolis.

Ktoś traci by ktoś mógł zyskać, a zysk ten jest wypadkową zachłannego „inteligentnego” łapczywego mózgu. Nie chodzi o organ, chodzi o metaforę. Generalnie uzależnienie jest najlepszym biznesem, podobnie jak choroba. Ciężar egzystencji w postaci naszych uwarunkowań i ułomności stanowi dochodową sferę przychodów dla tych, którzy w coraz bardziej cyniczny sposób dociskają śrubę. Próbujemy sobie pomóc, czy w jakiś sposób zaradzić poprzez koncepcję i praktykę „fair trade” czyli tak zwany sprawiedliwy handel. Na czym to polega? Polega to na tym, że powstają firmy handlowe, które w zamian za dobrą i względnie atrakcyjną cenę kupują od rolników ich towar – jednak wymagają by dbali oni o środowisko, nie zatrudniali dzieci, czynili ukłon i dawali wsparcie lokalnym społecznościom i przestrzegali praw człowieka. Ceną jest cena dla ostatecznych indywidualnych konsumentów, którzy świadomie decydują się zapłacić więcej mając jednak świadomość, że wspierają bardziej ewolucyjną formułę niż tzw: „korporacyjna”. W praktyce jednak różnie to bywa, czasem taki certyfikat jest tylko etykietą pod którą kryje się to samo, podobny schemat jest z tą reklamówkową ekologią w hipermarketach i zielono brązowe oprawy i identyfikacje wizualne zrobione tylko dla PR-u.

Mamy strony o sprawiedliwym handlu, powstaje wiele organizacji zaczynając o tych, które informują, a kończąc na tych w „terenie”, które wykonują realną pracę zmierzającą po pierwsze do poprawy losu pracowników w tzw „trzecim świecie”. Jest tak tendencja, której ludzie ulegają, że te wszystkie działania nic nie znaczą wobec tego korporacyjnego kolosa podpiętego pod każdy aspekt naszego życia, a takie aktywności to jakieś fanaberie ludzi wyhodowanych na dobrobycie zachodnich społeczeństw, których potęga została stworzona na kolonialnym układzie wpływów. Z jednej strony to prawda, jednak z drugiej w moim odczuciu chodzi o zachowanie w nas (ludzi zaangażowanych w bierną rolę konsumenta i wyborcy) dobrych ludzkich jakości. Istnieje część globalnej społeczności, która się zmienia i do tej zmiany dąży, bowiem w części nas następują szybkie zmiany paradygmatu uczestnictwa w procesie życia i w coraz większym stopniu stajemy się świadomi współzależności całego procesu życia, a z tego punktu widzenia fundamentalne jest dbanie o środowisko naturalne, które jest podstawą naszego przetrwania. W moim odczuciu obecna radykalizacja postaw zachowawczych i zorientowanych na „narodowo – religijne” fantazje w obliczu zmian środowiska i narastających problemów z klimatem i zaburzeniami całego życia biologicznego – to rodzaj niepoczytalności, znów zogniskowany jedynie na ego.  W 2007 roku dwa kraje – Szkocja i Walia rywalizowały ze sobą o tytuł pionierów jako kraje, których model biznesowy opierać miał się na sprawiedliwym handlu za sprawą stworzenia pod tym kontem przepisów prawa handlowego przyjaznego dla Fair Trade. Wracając do kawy to w Warszawie jest palarnia kawy Java Coffee Company, która ma certyfikat dla kawy z Etiopii gwarantujący przestrzeganie wszystkich wymogów sprawiedliwego handlu. Dobrze, żeby w biznesie poklask był widoczny nie tylko w tzw. „zaradności” i „skuteczności”, ale przede wszystkim w świadomości.

A jeżeli chodzi o właściwości to kawa doskonale przeczyszcza organizm. Ma naturę gorącą i ogrzewającą, działa także moczopędnie. Jest to substancja pobudzająca i wypłukuje minerały i wapń z organizmu – wysusza z powodu swojej gorącej natury i zawiera sporo kwasów co negatywnie wpływa między innymi na jelito cienkie. To stymulant wspierający pracę mózgu. Ma też szereg pozytywów: jest dobra na zatrucia alkoholowe i przedawkowanie narkotyków, a w medycynie naturalnej stosowano ją też jak lekarstwo na migreny, astmę, żółtaczkę. Jest bardzo dobra by zneutralizować ociężałość po tłustych i ciężkostrawnych pokarmach. Jest używana jako przeczyszczający środek w lewatywach oraz jako środek do zastosowań zewnętrznych na ukąszenia, obrzęki i siniaki.

Zapisz

Reklamy
%d blogerów lubi to: