DSCN0108

Gwatemala nie klasyfikuje się nawet w pierwszej pięćdziesiątce – top trendów. I dobrze. I najlepiej – jak mówi hipsterka pokolenia potrójnego rdzenia. Tutaj doprawdy można odpocząć od biegania za własnym szczurzym ogonem. Można odpuścić i podziwiać piękne jezioro rozlane wokół gór i pobliskiego wulkanu. I nieubłaganie nachodzi cię pewna refleksja, kiedy jesz proste jedzenie i siedzisz przy ogniu, który dla Majów jest święty – że świat z jakiego pochodzisz jest światem sztucznym. Światem – Produktem. Światem, który zaczął głęboko śnić sam o sobie.

Trzy siostry dla Majów z Ameryki Południowej to fasola, dynia i kukurydza. Co ciekawe rdzenne ludy w bardzo interesujący sposób uprawiały te rośliny. Sztywna łodyga kukurydzy pozwala fasoli piąć się do góry dostarczając jej potrzebnego azotu mineralnego i obie „siostry” dbają o cień i odpowiednią wilgoć dla trzeciej „siostry” – dyni, która odwdzięcza się ochroną przed chwastami i dba o glebę. Historia udomowienia tej „trójki” jest bardzo stara i sięga dziesięciu tysięcy lat, a ich połączenie wynaleziono na długo przed pojawieniem się Jezusa i jego przyszłych nadgorliwych hiszpańskich wyznawców przybyłych w te rejony, którzy swoją zachłannością i okrucieństwem znaczyli miejsca nowego kultu – tworząc falę pierwszego i fundamentalnego procesu globalizacji.

Globalizacja umysłu, monotematyczna matryca wyznaniowa – warunkująca na kolejne stulecia ludzkie postrzeganie i wrażliwość. Jednocześnie rozpoczęli globalizację gospodarczą – ciężki i zorganizowany handel międzynarodowy oparty na grabieży i wyzysku, tworząc kolejne warstwy współczesnych „czakr” jak Londyn, Watykan i Nowy Jork.

IMG_5824

Nowy Wspaniały Świat pęczniał jak nowotwór niszcząc naturalne przejawy życia. Coś w ewolucji poszło nie tak. Fundamentalny error ludzkiej natury eksponowany i wzmacniany biblijną interpretacją o podległości natury względem człowieka i jego misji nawracania na jedynie słuszną zglobalizowaną doktrynę krzyża – symbolu cierpienia i winy, która zapewne z pierwotnym opartym na współczuciu chrześcijaństwie niewiele miała wspólnego, swoją gorliwością zapewne przypomina dzisiejszy fanatyczno – dresiarski islam i jego „świętą” krucjatę. Religia mózgu. Ludzki mózg w swoich urojeniach dąży do jednolicenia podczas, gdy cała przejawiona natura eksponuje i manifestuje bogactwo różnorodności. To jest interesujący punkt. Punkt zapalny. Czarny Punkt na betonowej autostradzie zniszczenia. Miliardy zabitych istot, całych populacji i gatunków.

IMG_5569

Wielki walec. Wielki Mur – oddzielający zagubioną w własnych urojeniach istotę ludzką od Życia. Zaszczutą własną ignorancją i nieskończonym głodem, którego nie sposób zaspokoić – choć w tej bogatej wersji kredytowo – korporacyjnego Lego Landu mają wszystko. Jeszcze – dalej, wyżej, więcej, mocniej…Droga kończy się uderzeniem w Mur z prędkością odbitego światła od swoich urojonych bóstw, które na podobieństwo swych twórców są jedynie Mechanizmem Ucieczki. Trzy ziarna tego świata – to ignorancja, niechęć i pożądanie. Ignorancja użyźnia glebę tych wszystkich strzelistych miast gdzie na zmianę króluje niechęć i pożądanie. Sklepy i więzienia. Kryte baseny i kostnice. Genetycznie modyfikowana hodowla na masową skalę – istot kalk. Gatunek Zimnego Serca i Kabla otumaniony wykastrowaną duchowością i czczą obietnicą technologii, którą jest niczym innym jak kolejną ułudą opartą na współzależności. Coraz dłuższe jałowe życie podpiętych ludzi – robotów pod system samozniszczenia, zabawiających się polityczno – kulturowymi spektaklami bez znaczenia. Dwutysięczny sezon krwawej gry o tron – teraz zamiast zbroi – garnitury. Zamiast miecza – komputer.

DSCN0116

Początek XVI wieku – czas polerowania hiszpańskiej korony krwią niewiernych, po wzburzonych oceanach jak rozwścieczone rekiny płyną hordy bandytów, łowców przygód, awanturników i fanatycznych wyznawców kościoła – w imię boga, mamony, sławy i władzy – pęcznieje ziarno pożądania. Wydaje plony: zmasakrowane trupy dogorywające w chwale ojca, ducha i syna; skrzynie połyskujące w słońcu i nader wszystko – ziemia i jej plony o nieznanych formach i smakach, które na całe stulecia będą jak wielka świnka skarbonka jak piramidy metalowych kontenerów cargo o pięknych nazwach „Cortes” i „Pizarro”. Nowi krwawi władcy wynurzający się z mgły i promieni światła na swych potężnych okrętach wydawali się powracającymi bogami – jednak szybko owi bogowie zrzucili maski i z pomocą intryg i podstępów wykorzystując lokalne animozje i wrogość skłóconych plemion rozegrali swoją „królewską” partię. Europa w tamtym czasie tworzy swoje okablowanie zasysające pół świata. Kopalnie złota, srebra i ogromne plantacje trzciny cukrowej, kakao, kukurydzy i bawełny z niewolniczą darmową siłą roboczą zniewolonych rdzennych ludności. Od zera do bohatera. Bohaterowie lekcji historii i geografii, bohaterowie lśniących katechez – misjonarze z kastetami na palcach z wygrawerowanymi podobiznami świętych miażdżące „dzikie i barbarzyńskie” niemal zwierzęce ciała Obcych. Pierwsza cena zniewolenia to krew. Druga to pot. Trzecia to pieniądze.

Nie za dużo ich tu jest w Gwatemali. Nazywają je quetzal. To nazwa ptaka, który symbolizuje światło i życie. Dosłownie. Cały świat kręci się wokół tego. Non stop. Tak jak tutaj. Gwatemala City to miasto, które nie jest tak „ufryzowane” jak stolice Europy, raczej delikatnie odsłania swoją drapieżną naturę w postaci wszechobecnych ochroniarzy z bronią. Pomimo połyskujących to tu to tam plastikowych korporacyjnych przyczółków Lego Landu i jego afirmująco – odmóżdżających marketingowych popłuczyn – czuć tutaj „mięso życia” – egzystencjalny tatar bez przypraw. Wszyscy liczą pieniądze, po ostatniej krwawej wojnie domowej, która wybuchła w 1960 roku a została zakończona, kiedy brazylijski zespół „Sepultura” wydał album „Roots” w 1996.

Korzenie. Ludźmi tej ziemi są Majowie potomkowie „wielkich budowniczych” i „kosmicznych astronomów” – istot nie z tej ziemi. Londyn 2012. Na ulicach miast plakaty filmu o końcu świata. Wszyscy o tym mówią, kwadratowe media zapraszają kwadratowych ekspertów od końców świata, rynek spiskowej ezotery co dwa tygodnie wypluwa ze swej nawiedzonej gardzieli kolejną gorącą pozycję bestsellerową z datą 2012 na okładce. Świat ma się kończyć – jednak na Oxford Street ruch turbo świąteczny. Jak już przywitać globalną katastrofę, to wypada w nowej serii ciuchów od kwadratowych dizajnerów. Może zacznie się od Gwatemali – kolebki Majów, 21 grudnia wszystkie blisko trzydzieści wulkanów pośle do nieba swoją pieśń zniszczenia. Jednak prawdziwi Majowie siedzą na schodach swoich domostw, lub ugniatają ciasto na tortillę – jak co dzień, bowiem szaleństwo „cywilizowanego” świata znów zamanifestowało się objawami – upragnionego i oczekiwanego Końca, kiedy to pewien człowiek napisał na jednej z wysp ostatni rozdział Księgi Stymulacyjnej. Czekamy na powtórne Przyjście robiąc w międzyczasie zakupy na allegro.

W naszym kraju istniały dwie ekonomie stworzone przez cudzoziemców: północnoamerykańska i niemiecka. Niemcy opanowali doskonałe ziemie i uprawiali kawę, trzcinę cukrową, a także hodowali bydło, traktując chłopów gwatemalskich nawet nie jak swoich poddanych, ale jak niewolników. Majątki niemieckie, sięgające tysięcy hektarów, oraz ich wspaniałe pałace powstawały z potu Indian i kosztem wsi: ciągnęli stąd większe zyski niż z jakiejkolwiek innej kolonii. Hamburg zamienił się w wielki rynek naszej kawy. Gwatemala stała się półkolonią niemiecką. Nasz rynek został w wielu dziedzinach opanowany przez Stahla, Nottebohma, Sappera, Dieseldorffa, Gerlaha itd.

Luis Cardoza y Aragón (1901–1992) – gwatemalski pisarz, poeta, eseista, krytyk sztuki i dyplomata.

Gwatemala nie klasyfikuje się nawet w pierwszej pięćdziesiątce – top trendów. I dobrze. I najlepiej – jak mówi hipsterka pokolenia potrójnego rdzenia. Tutaj doprawdy można odpocząć od biegania za własnym szczurzym ogonem. Można odpuścić i podziwiać piękne jezioro rozlane wokół gór i pobliskiego wulkanu. I nieubłaganie nachodzi cię pewna refleksja, kiedy jesz proste jedzenie i siedzisz przy ogniu, który dla Majów jest święty – że świat z jakiego pochodzisz jest światem sztucznym. Światem – Produktem. Światem, który zaczął głęboko śnić sam o sobie. Jednak ten sen stał się bardzo agresywnym i aroganckim snem i pomału obraca się w koszmar, którego zwiastuny jeżeli jesteś uważny możesz postrzec na każdym kroku.

DSCN0144
Tata Pedro przywódca duchowy majańskiej społeczności

W pobliżu małego miasteczka San Pedro położonego nad brzegiem pięknego jeziora Atitlan w Gwatemali idziemy z duchowym przywódcą rdzennej ludności majańskiej, którego nazywają tytułem „Tata” Pedro i jego córką Mariną do świętych miejsc. Te miejsca to nie zagracone wizerunkami i podobiznami – Kościoły. Święte miejsca to Ziemia, Woda, Ogień i Powietrze. To polana w lesie, uskok skalny czy jaskinia. To ogień, który płonie i różnokolorowe świece, które pochłania. To święty tytoń, który biały człowiek sprofanował i sprzedawał bez szacunku i wiedzy – czym w istocie są rośliny. Słowo od którego wszystko się zaczyna i kończy – Szacunek. Do życia. Do każdej istoty. Do drzewa, do jeziora, do każdej grudki ziemi i plonów, które rodzi. Jednak dla prezesów biotechnologicznych kolosów w stylu „Monsanto” – to wszystko brednie, prymitywne nic nie znaczące sentymentalne gadki dzikich i niedouczonych oraz nawiedzonych obrońców natury i praw człowieka. W bio – tech rządzi królowa matematyka nie jakieś romantyczne omamy na temat świętości czegokolwiek. Zimny kabel chce ssać i sprzedawać. 10 czerwca 2014 roku gwatemalski parlament uchwalił ustawę zezwalającą na uprawę nasion genetycznie modyfikowanych, a wraz z tym przyjął cały ten kuriozalny model rolnictwa dla przyszłych ludzi – maszyn. Świat patentów dla wieczystych petentów w kolejce po iluzję życia i wolności. To podobna sytuacja jak z „opatentowanymi ścieżkami rozwoju duchowego” z „r” w kółku, albo ™. To wszystko trade. Duchowy hiperboliczny market, gdzie turbo szamani po jednej wycieczce do dżungli stają się „liderami ceremonialnymi” lub „przewodnikami” prądu o słabym napięciu. Tata Pedro miał niezłą pompę w 2012, bowiem kosmologia Majów to cykle – nieskończone liczone w dużych skalach czasu i jego jakości. Przy ich kalendarzu ten powszechny gregoriański kalendarz jakiego używamy to popsuty kalkulator „Made in China”. Zresztą w Gwatemali możesz poznać i „powąchać” nową mobilną rasę nano – nomadów o zacięciu psychodeliczno – romantycznym wyglądających jak podróżnicy na pustkowiach post nuklearnego świata – kiedy owoce naszych life stylowych wyborów posmakują nasze dzieci i ich dzieci. Rasowy new age – koktajl z zieleniny neofickiego podniecenia doprawiony hipsterską mieszanką wszelkich świeckich i duchowych tradycji skomponowanych w stylu mangi rysowanej grubą kreską.

DSCN9381
Marina córka Taty Pedro – przewodniczka duchowa

Tutaj z autentyczną rodziną majańską nie doświadczysz tego „duchowizmu” – to spokojni i mądrzy ludzie pozbawieni jakiejkolwiek potrzeby „sprawiania wrażenia” i „czarowania” mogący po latach prześladowań i cierpień praktykować swoją bardzo starą tradycję, która dla tego coraz bardziej neurotycznego świata jest jak zapomniana ścieżka pozbawiona tej całej new age-owej otoczki, podczas gdy „cywilizacja” utknęła na betonowym rondzie – gdzie Objawienie – to postępująca świadomość, która niczym czerwone światło sygnalizuje, że czas się zatrzymać, choć na chwilę. Tak prosto nie da się tego objechać nawet z pomocą kwantowej nawigacji. Prostota jest bardzo skutecznym ostrzem, które bardzo boleśnie przycina rozrośnięte do granic ego. Monstrum, które Zrzut ekranu 2017-05-30 o 11.32.38stworzyło niemal monumentalne Imperium potrzeb i możliwości ich zaspokajania a jego istnienie to walka o ciągłe zainteresowanie i nie mająca końca intelektualna spekulacja na własny temat oraz autoerotyczne wielbienie swojej domniemanej wyjątkowości i złożoności. Kiedy świat staje się coraz bardziej sztucznym hodowlanym eksperymentem, wówczas ego zaczyna rosnąć i władać, a jego potrzeba stymulantów i potwierdzeń ułudy własnego istnienia rośnie jak drapacze chmur w nekropoliach świata niczym mityczna wieża Babel. Ego kocha duchowość. To zdecydowanie najlepsza karma o słodkim posmaku odłożonej w czasie obietnicy i pachnącej woni dodatkowych warstw jakie można ubrać – „odkrywając siebie”. Ego kocha „specjalne” ceremonie i rytuały, by choć na chwilę rozkoszować się „otwieraniem czakr” i „poziomami rozwoju”. Podczas pobytu u Taty Pedro i jego rodziny niesamowitym jest obserwować tą „zwyczajną duchowość” pozbawioną tej wszechobecnej nutki nachalności i zwracania na siebie uwagi.

DSCN9396

To zakorzenienie we własnych doświadczeniach i mądrości, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie – szacunek do wszelkich przejawów życia i natury. Poruszające ceremonie ognia, czy kakao, które w tej tradycji ma głęboko duchowy wymiar, podobnie jak kukurydza. Proste i bezpośrednie doświadczenie wskazuje na duchowość, która nie jest „duchowa”. To godne i dobre życie – po prostu. Tata Pedro był na wojnie i prosił o to by nikogo nie zabić, a zamiast tego nawet w tak nieludzkich warunkach odwiedzać święte miejsca i robić ceremonie. Dziesiątki tysięcy ofiar i zaginionych, głód i strach. Terror przy pełnym wsparciu Stanów Zjednoczonych, które realizowały w Gwatemali swoją okrutną politykę ekonomicznego wyzysku pod dumną nazwą: United Fruit Company przy użyciu junty wojskowej pod dowództwem psychopatycznego Jorge Ubico. W końcu po pokojowym proteście i całym szeregu politycznych przepychanek do władzy doszedł umiarkowany i postępowy Juan José Arevalo Bermejo, którego próbowano zabić dwadzieścia pięć razy. Kiedy podobną drogę obrał Arbenz Guzman próbując wyswobodzić kraj z kolonialnego systemu zależności od zachodnich korporacji poprzez wywłaszczanie gruntów United Fruit Company, oraz zalegalizowania Partii Pracy Gwatemali na skutki nie trzeba było długo czekać. W 1954 roku przeprowadzono pucz i amerykanie ustawili swojego pionka czyli Castillo Armas’a, a po nim kolejnych – powtarzając wciąż ten sam schemat zależności i prób zyskania chociażby odrobiny praw i wolności. Po roku 1960 zaczęły zatem powstawać konkretne ruchy partyzanckie złożone z rdzennej ludności i rolników, by siłą wywalczyć sobie prawa i zmusić podległy USA rząd gwatemalski, który jak to zwykle w tym rejonie świata był juntą wojskową z marionetkowym prezydentem. Nasiliły się prześladowania rdzennej ludności i mordowanie przy pomocy szwadronów śmierci. I tak w kółko do czasu kiedy, prezydentem został Marco Vinicio Cerezo Arevala, a jego poprzedników postawiono pod sąd z zarzutami zbrodni wojennych. Pomału Gwatemala odzyskuje spokój i jaką taką stabilność.

Możemy siedzieć w ogródku Taty Pedro i jego licznej rodziny i słuchać wykładów o kosmologii majańskiej, która jest systemem postrzegającym w głównej mierze człowieka jako istotę dobrą i pełną kreatywnego potencjału. Cała rodzina żyje w zgodzie z wizją swych przodków, a każdy z osobna specjalizuje się w innej dziedzinie tej wiedzy, od kalendarza, po rękodzieło czy masaże i terapie. Córka jednej z córek Taty Pedro jest nawet kimś w rodzaju księżniczki, której zadaniem jest dbanie o interesy kobiet z tego rejonu i na co dzień urzęduje w Gwatemala City . Dla rodziny to zaszczyt, podobnie jak być potomkiem Taty Pedro, którego adres znają wszyscy w San Pedro, a on sam jest szanowanym przewodnikiem duchowym i nawet w Gwatemala City wiozący nas taksówkarz wiedział kim jest Tata Pedro. Dobroć i spokój tych ludzi otwiera serce i przypomina, że nie musisz mieć wiele, by być w pełni. Teraz najważniejsza jest jak mówi Tata Pedro – miłość i ochrona wszelkiego życia, które na równi ma prawo do istnienia i realizowania swojego wrodzonego potencjału.

Reklamy
%d blogerów lubi to: