monkey-banana-gun_zpsb4fb9d73

Globalna Bananowa Republika Młodzieży Bananowej. Tak banan jest zdrowy – słodki, egzotyczny o zimnej naturze termicznej działa na żołądek i jelito grube. Jeżeli atakuje nas gorąco jak w powieści Pynchona, gdzie czytamy:
„To właśnie bananowe śniadanie rozsławiło jego imię”

Pamiętamy latające bomby V. Technologiczny szczyt wyrafinowania. Jedziemy już długo w poślizgu na skórce reklamowo – bananowego świata. Gdzie tańczą czikity.
Banan też jest dobry, bo odżywia yin oraz nawilża i odtruwa jelita. Jest super. Ma aż 18 minerałów i pierwiastków śladowych oraz drodzy państwo – serotoninę – happy hormon! Jednak pozwolimy sobie odchylić piękną żółtą skórkę i zajrzymy do środka, bowiem ten owoc ma bardzo ciekawe historie do opowiedzenia.

Historia poślizgu

„Masakra bananowa…to prawdopodobnie moje najwcześniejsze wspomnienie. Ci ludzie byli legendą, więc kiedy napisałem „Sto lat samotności” chciałem znać rzeczywiste fakty i prawdziwą liczbę ofiar. Opowiadano wokół o wręcz apokaliptycznej masakrze. ”

Garcia Marqez

Sto lat naszej samotności obfituje w niezliczone wydarzenia, niektóre z nich choć wydają się – banalne – a czasem bananowe – to kosztują życie. Tak było w Kolumbii w roku 1928 w mieście Cienaga w rzecz jasna amerykańskim bananowym imperium „United Fruit Company” i to tego odnosi się Marqez. Powodem był strajk pracowników fabryki bananów, którzy w liczbie kilku tysięcy wylegli na ulice domagając się poprawienia warunków pracy. Doszło do masakry ze strony kolumbijskiego wojska. Oficjalnie zabito 9 osób, faktycznie jednak mogło zginąć blisko 2 tyś robotników. W latach 1911 i 1913 podobne interwencje przeprowadziły wojska amerykańskie w Hondurasie i Nikaragui. W bananowej masakrze zdecydowano się użyć kolumbijskiego wojska, by uniknąć amerykańskiej interwencji. Jak zwykle w osoby w polityce okazały się powiązane z bananową korporacją

United Fruit Company w chwili obecnej nazywa się dumnie: „Chiquita Brands International Inc.” i ma swoją siedzibę w Charlotte w Karolinie Północnej. To bez wątpienia bananowy król tego śródziemia z połyskującym wszechwidzącym okiem Królestwa Jednodolarówki. Zaczęło się jak zwykle niewinnie – kiedy w 1870 pewien kapitan o nazwisku Baker kupił 160 pęków bananów na Jamajce i po blisko dwóch tygodniach opylił je w Jersey City, a inny typ Minor Keith wkręcił się w produkcję bananów na Kostaryce, a będąc jednocześnie przedsiębiorcą kolejowym postanowił je posadzić wzdłuż linii kolejowej na Kostaryce. Panowie wypili bruderszaft i założyli biznes o dumnej nazwie: „Boston Fruit Company”. Był rok 1878. Firma rozgrzewana słońcem inwestycji i tzw. umiejętności zarządzania zasobami ludzkimi (domyślamy się co to w tym wypadku oznacza) oraz dzięki kilku całkiem zgrabnych fuzji już po kilkudziesięciu latach dysponowała flotą wyposażoną w chłodnie z 95 statkami i przerobem ponad miliarda kilogramów owoców rocznie. Marka „Chiquita” została zarejestrowana w 1947 roku, a po chrystusowych trzydziestu trzech była już oficjalnym sponsorem zimowych (jakby inaczej) igrzysk olimpijskich w Lake Placid, a 10 lat później zmieniła nazwę na „Chiquita Brands International” a jak wiemy z zajęć ekonomii zabiegi takie służą umiejętnym lawirowaniu na oceanie podatkowym i cumowanie jedynie w swoich własnych republikach bananowych, które według definicji jest niestabilnym krajem z dyktaturą lub juntą wojskową zależnym od eksportu jednego surowca. Tak na przykład było w Gwatemali gdzie jedną z głównych sił gospodarczych i politycznych było United Fruit Company, któremu tej hegemoni zaczął przeszkadzać kapitan Jacobo Arbenz Guzman, który obalił w przewrocie wojskowym przyjaznego amerykanom błazna Jorge Ubico.

Guzman z miesiąca na miesiąc powodował uderzenia gorąca u dzieci wujka Sama wprowadzając demokratyczne wybory, zmieniając przepisy kodeksu pracy, podwyższając płace, dając wolność prasie i swobody obywatelskie oraz równouprawnienie kobiet, zniesienie niewolniczej pracy i reforma rolna – i tutaj uderzył bezpośrednio w United Fruit, który był największym właścicielem ziemskim w Gwatemali posiadając również kolei, pocztę, port morski, telekomunikację itd. I niegrzeczny wobec amerykańskiego korporacyjnego włodarza przywódca demokratycznych przemian został obalony jak to ma miejsce najczęściej (świeży przykład – Libia – polecam poszperać w temacie, podjadając pyszne chipsy bananowe).

Bananowe śniadanie z biedry

Za trzy za dwa z złoty pięćdziesiąt. Markowe niebieski znaczek „Chiquita”, a te nalepki zawdzięczamy R. S. Avery’emu, który wymyślił jako pierwszy etykiety samoprzylepne i w 1940 wsparł swoim wynalazkiem United Fruit Company i dzięki temu nawet banan stał się markowy. I widząc tą charakterystyczną niebieską etykietę – możemy być pewni, że ten banan jest pełen słońca i radości jak nam mówią reklamy, a nasze szare życie nabierze wigoru i słodyczy za naprawdę niską cenę. Jednak jak to się dzieje, że owe płynące statkami banany z odległych ciepłych krajów Ameryki Łacińskiej czy Karaibów są tańsze niż rodzime jabłka?

Prawdziwy paradoks neoliberalnego Hermopolis. Bananowy obrót to 13 mld ton na rok i odbywa się jak każdy z grubsza ponadnarodowy multi biznes. Pierwszy podstawowy element to zakleszczenie na najniższym poziomie przewodu pokarmowego – prole – robotnicy jak w 1984 pisał Orwell i oceniając jej populację na 85 % społeczeństwa to podstawa dochodowego biznesu. Mieć flotę szeregowców korporacyjnych żujących średnią pajdę chleba podczas wieczerzy – producentów reklamy – nowomowy dla konsumentów proli. I wreszcie 2 % elitę – kadrę zarządzającą na wygodnych fotelach i przy suto zastawionym bananowym stole w Ministerstwie Obfitości wykarmiona w pełni organicznym zdrowym jedzeniem za gruby szmal. Bananowy układ wzajemnych zależności kontynentalnej rasowany chemią opychany w swoich własnych sklepach jednolitych sieci. To jest wszędzie i we wszystkim.

Tak wszystko zaczyna się od wirusa myślozbrodni.

GRAFIKA: BANKSY: http://banksy.co.uk/

Reklamy
%d blogerów lubi to: