18589072_1545879542110382_977891855825779242_o
Rebelianci kulinariów, pozujący na buntowników telewizyjni wodzireje w stylu Antony’ego Bourdaina i Gordona Ramsaya gwiazdy zachodzącego nieba i spadającej gwiazdy betlejemskiej. Zakiszona kapusta fermentująca na czekach z podróżniczych stacji wielkoformatowych. Pieczone mięcho i tropikalne widoki wymiksowane z quasi politycznymi anegdotkami wplecionymi w kadry z pożerania ton żarcia ociekającego tłuszczem i tryskania cynicznymi złotymi sentencjami w stylu macho. Mit wytresowanego w brudnej nowojorskiej kuchni w stylu steak hause twardziela – kucharza, który swoją uczesaną brutalnością przyprawia o dreszcze paniusie średnich aspirujących klas i wkurwia charyzmą mężusiów urzędasów.

„Problemy cywilizacji przemysłowej nie mogły być rozwiązane, ponieważ główną motywacją pozostaje zysk, a pieniądze przebijają w tej kulturze wszystko. Ratowanie życia, przywrócenie planetarnej równowagi, sprawiedliwość i pokój nie są dochodowe.”

Michael C. Ruppert

Świat długi i szeroki pełen przygód, nawołujący przez umyte kuloodporne szyby penthouse’ów do ekranów telewizora pokolenie dobrze złożonych z jednorazowych lifestyle’owych klocków wytresowanych w nijakości miejskich szczurów. Tak, mogą bez rezerwacji wraz z Antonym przyssać wtórny dreszcz wyblakłej emocji w odległej zdewastowanej biedą i politycznych know – how globalnego Imperium krainie trzeciej kategorii specjalizującej się w obgryzaniu resztek i praniu obrusów ze stołu osi zła z gwiazdkami na flagach.

Egzotyczna bieda z której można bezpiecznie wrócić zabierając ze sobą bity rozmów i obrazów na handel. Zobaczcie go! Jak zawija szybko! Jaki spocony na tej ulicy w tych oparach za te marne grosze! Zjedzmy u niego drodzy telewidzowie, znaczy ja jem wy patrzycie. Opowiem o tym. Jak smakuje, jak pachnie, jaka faktura, czym przyprawione żebyście poczuli. Cokolwiek. Zabiję świnie, zjadę na nartach, skoczę z bungee prosto do waszego mózgu, zjem pająka, wypiję krew ofiarowanej kozy.

Prawdziwa rzeczywistość ma niską oglądalność. Prawdziwi ludzie mają mało subskrybentów i łapek w górę. Codzienna praca w kuchni ma mało spektakularnych ujęć i zatrzymanych czarno – białych dopracowanych fotosów. To ciężka uczciwa praca za gówniane pieniądze najczęściej na śmieciowych umowach lub na czarno. Co znaczy, że tak naprawdę moi mili, nikt tego nie szanuje, choć mamy tysiące blogów i dziesiątki magazynów kulinarnych. Wiem chodzicie tam, stoicie nawet w kolejkach, wrzucacie na ista-gramy i face-booki, piszecie komentarze, narzekacie i chwalicie. Główka zadowolona, markotna, główka zła.

18556626_1545879632110373_8193136003571118358_o

Chciałbym napisać tutaj rzecz ważną. To jest dobra praca, a zwłaszcza ta, która rezygnuje z handlowania bólem i śmiercią zwierząt. Ma ten element, którego gastronomia nigdy nie miała. Świadomość. Ten zawód wywodzi się z niewolnictwa, z usługiwania, z poddaństwa. Taka jest prawda. To jest wbudowane w każdą czynność i element w usługowej gastronomii. Presja, stress, pozbawiona skrupułów eksploatacja ciała i sił życiowych, podział ról zaspokajający – zaspokajany. Mam ogromny szacunek do ludzi, którzy pracują w kuchni i nigdy nie będą mieli swoich pięciu sekund w telewizji śniadaniowej przy tej kawce i rogalikach. Nie przeczytacie o nich w fancy magazynach. Nawet ich nie zauważacie podczas piątkowego bajeranckiego lunchu. Rzadko dajecie napiwki. Na front zawsze wybija tych rozepchanych łokciami, budujących później własne mitologie.
Haftowane bluzy. Zawody gotowania wody i piramidy z homarów. W tym fachu ludzie mają pokorę wobec życia, pracy i losu jeżeli rzeczywiście zaczynają rozumieć czym jest rubikon, ta medialna wirtualna bryła ulepiona ze sloganu i czystej wody propagandy. Ten świat nalepiony na świat jak baner reklamowy. Rubikon nienawidzi prostoty i rzeczy mówionych wprost. Jest utkany z warstw fałszu i bajek bez morału. To wideoklip miksowany w czasie rzeczywistym, gdzie czynność jest bardziej istotna od tego czemu służy.

Zawsze interesowali mnie ludzie pogranicza. Nazywam ich Prometeuszami Podziemi. Ich wrodzona inteligencja i wrażliwość jest zadrą na kliszy tego filmu. Ich działanie to skrobanie matrycy i ukazanie światła projektora. Wykolejenie fikcji. Wklejanie prawdy w reklamowe klatki. Płacą za to często najwyższą cenę. Ci ludzie byli i będą tutaj zawsze dopóki tli się w nas prawdziwa i niezakłamana natura ludzka przejawiająca troskę i serce. Często używają mocnych środków, słów i metod. Dlaczego?

Ponieważ narracja Rubikonu jest tak obezwładniająca i wszechobecna. To stan hipnozy. Ta prawdziwa ludzka wrażliwość jest pozbawiona kalkulacji dlatego jej przejaw wydaje się tak irracjonalny i w pewien sposób złowieszczy. Polityka jest oderwanym od realiów spektaklem, gdzie energia rozchodzi się w sposób zupełnie bezsensowny. Prawdziwe pole działania i realna możliwość zmian leży zupełnie gdzie indziej.

W tak zwanej szarej codzienności. W kuchni życia.

Reklamy
%d blogerów lubi to: