Dwunastnica. Żołądek. Jelito grube. System trawienny. Jesteśmy na dole tej piramidy, w podziemnym świecie gdzie zerwany owoc leży na nierdzewnym stole oświetlony zimnym światłem niczym zapomniana planeta w odległej galaktyce. Jesteśmy w tym momencie, kiedy nie pozostał nikt kto wie jak to się stało. Zostały nam konsekwencje. Sekwencje nieubłaganych zdarzeń nawiedzających nas jak koszmarne sny. Wybudzające pośrodku ciemnej nocy dziejów następujących po sobie niczym ataki nagłego szaleństwa. Ta stara księga kucharska pełna zaklęć i przepisów jest naszym testamentem. Zapisem dziejów i świadectwem ludzi, którzy poświęcili życie, aby zachować te receptury i przekazać dalej wiedzę, która wykracza dalej niż przyrządzenie zawartych tam przepisów. Pokarm o którym mówi jest zgoła innej natury. Jednak po kolei, na wszystko przyjdzie czas i miejsce. Gaster nómos – wielkie bezwzględne prawo.

Nazywam się Mot. Będę waszym przewodnikiem. Jestem szefem kuchni „Czarny kogut”. Chef de cuisine wielkiej piramidy pożerania i trawienia, wydobywania wnętrzności na wierzch do światła waszych oczu i żołądków. Przyrządzenia tego tak byście – słono za to płacąc – mogli to zjeść i przyjść po jeszcze prowadzeni ślepym odczuciem ekstazy jakiej nikt wam wcześniej nie dał, ani wasi kochankowie, ani wasz bóg, ani wasz diabeł.

Przez śluz systemu trawiennego do zimnego serca. To jest moja prawdziwa praca. Znamy się z waszych snów i tych lekko odczuwalnych przeczuć tuż pod progiem świadomości, gdzie nieświadome nabiera cech świadomości i zaczyna manifestować się w obrębie waszych zmysłów.
Mózg ogarnia panika. Rozpad koncepcji, znaczeń przypisanych, całej tej intelektualnej maszynerii budowanej tak mozolnie przez eony. Granice Imperium. Wielkie dzieło zimnego boga utkanego z przędzy strachu rozlokowanego bezwiednie w komnatach płatów czołowych. Centrum zarządzania impulsami. Ślepe drogi jednokierunkowe, system monitoringu, sygnalizacja świetlna myląca wszystko ze wszystkim. Królestwo karmienia, zmysłowy panoptykon. Ślepota rodzi jedynie ślepotę, upośledzenie jest matką ułomności. Spożyte staje się widzialne, odczuwalne, słyszalne, wonne i dotknięte, by w końcu być nazwanym i określonym nabrać cech iluzorycznej trwałości i wreszcie osaczyć jak ruchoma klatka.

Mamy tutaj trzy wymiary istnienia. Dół, środek i góra.

Obieg spraw wewnętrznych.

PARS HORIZONTALIS.
PARS DESCENDENS.
PARS SUPERIOR.

Czujesz to w całym ciele, kolana, stopy, nadgarstki, ból głowy. Woń – spalonego oleju, kości, mięsa. Orientalne przyprawy wymieszane z zapachem potu, skraplające się z okapów opary detergentów i przyprawiająca o mdłości zawiesina wpisanego w to wszystko absurdu. Cały obieg życia i śmierci na twoim talerzu. Planeta ubojnia. Słodko – kwaśny roponośny zakrzep pomiędzy żebrami, Jerozolima drogi mlecznej wylana rzekami krwi ślepych proroków.

Nowoczesna dobrze zorganizowana kulinarna sala operacyjna, molekularny Eden z zamrażarkami pełnymi martwych ciał i owoców z ogrodu boga, które pozbawione prawdziwej ziemi i światła podwieszone pod sufitami wielkich hal dojrzewały niczym martwe płody. Żywienie szczurów laboratoryjnych zmodyfikowanymi pestkami jabłek poznania, zapisy w biblii odczytów, zakresów i danych, ewangelie zimnych szczegółowych raportów pisane przez ubranych w białe kitle potomków Dawida. Nałożone na siebie trójkąty piramid żywieniowych otoczone gwiazdami prozacu i leków na niestrawność.

Bierz to, bierz tamto dwie tabletki przed, dwie po. Gastryczne rozgrzeszenie, tłuszczu rozpuszczenie, wieczny popas…Amen. Dary boże, rozczłonkowane ciało mesjasza kuszące z czerwonych przewodników Michelina. Wulkanizacja jelita grubego. Pompowanie mózgu glutaminianem sodu. Dobry boże.

Wszystkiego w bród, na odległość kilku kroków smaki wszystkich kontynentów, egzotyczno – erotyczny taniec brzucha, deski klozetowe z delfinami z Wysp Owczych charczących w czerwieni. Grindadrap. Ojcowie, matki, dzieci na prześwietlonych od słońca złocistych plażach w rytm uderzeń nożów wielorybniczych w kakofonii jęków szlachtują stado bezbronnych i zdezorientowanych grindwali stojąc po kolana w aksamitno – purpurowej wodzie z domieszką świeżej krwi i cząstek radioaktywnej ropy British Petrol. Delfinek z reklamy śniadaniowej telewizji pocięty jak tort na urodzinach Molocha ze świeczkami w kształcie platform wiertniczych. Sto lat!

Reklamy
%d blogerów lubi to: