Sam nie wiem, czy nie wolałbym żyć na nieświadomce i w poczuciu komfortu. To jest bardzo wygodna opcja, a ja lubię wygodę. Z drugiej strony ta opcja ‘działa’ tylko do momentu, gdy tzw. ‘rzeczywistość’ którą przecież non stop ktoś modeluje nie dotknie bezpośrednio w negatywny sposób twojego życia. Wtedy może zacząć się robić problematycznie. Ten wybór lub obecne gloryfikowanie nieświadomki lub zgody na bycie manipulowanym jest bardzo widoczne w ruchu typu hipsterzy, który z bycia ofiarą manipulacji ‘uczynili’ swoją ‘cnotę’. Ten proces prowadzi do coraz większej alienacji i atomizacji ludzi i całych grup społecznych na tych, którzy zawsze mają pozytywnie na fejsie i tych, których życie doświadcza w inny sposób.

ROZMOWA Z DZIENNIKARZEM KONRADEM STACHINO

Pracowałeś w kuchni, teraz jesteś głównie dziennikarzem. Zatem jaki pokarm przyrządzasz i czy zastanawiasz się czy jest strawny dla twoich odbiorców? Czy widzisz jakieś analogie pomiędzy tymi dwoma profesjami? Ja osobiście bardzo często spotykam się z piszącymi kucharzami czy gotującymi dziennikarzami – co sądzisz?

Strawne jest dla mnie wszystko, co jest prawdą. Oczywiście nie znaczy to, że chce epatować odbiorców non stop hardkorem, nawet jeśli jest to w 100% prawda. To też nie przejdzie, nawet ‘najfajniejsza’ prawda, jeśli jest zbyt częsta to po jakimś czasie jest nie do przejścia dla odbiorcy, staje się rutyną, przyzwyczajasz się do niej. Dlatego najlepsze agencje informacyjne jak np. obecnie RT raporty z zagazowanymi dziećmi z Syrii przeplatają śmiesznymi filmikami o tym, jak np. kotek przyjaźni się z małym jeżykiem.

Jeżeli np. piszę o polityce to zupełnie nie interesuje mnie czy pokarm będzie ‘strawy’ dla odbiorców. ‘Strawność’ w tym wypadku umieszczam w ‘formie’ która musi być pociągająca i musi mieć tzw. „pierdolnięcie” z tym, że głównie dla mnie. Po prostu wkładam martwe dziecko np. z Bliskiego Wschodu, lub z jakiejś nieznanej i dogasającej dziury w Polsce, do najnowszej wersji Porsche zaparkowanej w ‘fency’, restauracyjnej dzielnicy miasta. Tam gdzie nikt się tego nie spodziewa. W miejscu gdzie ‘nie ma’ takich tematów. A nawet jeśli są to jako rozrywka to dobrze spienionej Late lub ‘wyśmienitego’ wina od ‘lokalnego’ dostawcy. Nie robię tego oczywiście z altruizmu czy dobroci serca. Moją motywacją jest niechęć do apoteozy ściemnionego indywidualizmu i zimnej przemocy zatomizowanego społeczeństwa w którym żyjemy.

Podkładam miny i cieszę się, gdy wybuchają w samochodach pułapkach w tych tzw. ‘miłych dzielnicach’ miast. Czy jest to dbanie o odbiorców i ich strawność? Dbam tylko o dobry ładunek, jeśli wiem, że dany tekst jest dobry interesuje mnie wtedy tylko i wyłącznie niestrawność odbiorców. Sam osobiście lubię japońską kuchnię prostotę, ducha i kontemplację. W takiej kuchni się odnajduję. Gordon Ramsey jest dla mnie symbolem wypaczenia – choć osobiście uwielbiam oglądać to jako tzw: entertainment. Gloryfikacja takich trendów jest dla mnie jednak oznaką procesów gnilnych w społeczeństwie – jedzeniem lunchu w płonącym budynku. Ludzie obecnie budują sobie całe swoje życie i ‘społeczności’ wokół tego, jak odpowiednio spienić Late. Tworzą wokół tego cały swój świat – swoją strefę komfortu. Dzięki takiemu skanalizowaniu uwagi możesz z nimi robić co zechcesz, oni nawet nie będą świadomi – tego procesu, dopóki mogą robić zdjęcia swojemu lunchowi i dawać to na fejsa wszystko jest ok.

Ludzie w ten sposób nie muszą wychodzić ze swojej strefy komfortu, bo inni też tak robią. Dobrze to opisał Zygmunt Bauman w wywiadzie: „Social media are a trap” i Zbigniew Brzeziński w książce „Between Two Ages: America’s Role in the Technetronic Era”. Jednym słowem dochodzi do sytuacji, gdy nie widzisz nic więcej poza swoją sałatką, aż w końcu wsadzasz z nią nos, twarz i na końcu widzisz tylko sałatkę i sam się nią dusisz.

Jaka jest geneza twoim zdaniem tej krótkowzroczności zachodnich społeczeństw, skąd i kiedy wytworzyło się w nas to hodowlane i gloryfikowane zabawianie się banałem, ten polukrowany poster życia jako odpowiednika hollywodzkiego filmu?

Wiesz co, jakiś czas temu rozmawiałem z takim moim znajomym, który też przy okazji jest twórcą dwóch kultowych polskich filmów. Mówię to, aby przedstawić specyfikę sytuacji. On bardzo siedzi w kabale. Przedstawił mi całe swoje opracowania o tym, jak to wszyscy pochodzimy od Lucyfera, czyli pierwotnego kosmity, który wbrew woli Boga robił eksperymenty genetyczne między kosmitami a zwierzętami no i tak powstał człowiek. Za co ów kosmita został na wieki strącony do piekieł. Teraz każdy człowiek nosi jego część. Według znajomego jedyną drogą, aby coś zmienić na ziemi to zniszczyć hodowlę, czyli nas. Według tej teorii człowiek z natury jest zły, a na dodatek brakuje mu ważnej części mózgu, w którą obdarzeni są kosmici-stwórcy. Jakkolwiek nieprawdopodobny byłby ten scenariusz coraz częściej trafia on do szerszej opinii publicznej poprzez filmy, w tym wypadku już nawet hollywoodzkie.

Tak czy inaczej, kiedy patrzy się na obecną ludzkość czasem ciężko nie odnieść wrażenia, że jesteśmy jakąś hodowlą na dodatek hodowlą, która sama żeruje na sobie i sama siebie wyniszcza produkując w ten sposób niezliczoną ilość cierpienia. Obecne trendy społeczne to właśnie odzwierciedlają. W polskim społeczeństwie jest to coraz bardziej wyraźne. Coraz większa staje się przepaść miedzy bardzo bogatymi a bardzo biednymi. Symptomem tego społecznego wypaczenia są pojawiające się nowe zawody typu „kołcz”, które żerują na coraz bardziej rozkładającym się społeczeństwie. Ludzie są albo tak zrobotyzowani i wyalienowani, że trzeba ich uczyć nawet najbardziej idiotycznych rzeczy lub tak zdesperowani i zmarginalizowani, że potrzebują kogoś, kto sprawi, że ‘znów’ uwierzą.

W tym wypadku dochodzimy do kolejnego narzędzia manipulacji tzw. ‘pozytywnego myślenia’. Wystarczy bowiem myśleć pozytywnie, zrobić parę kursów i Bang! Wszystko będzie ok, ułoży się i ty też będziesz mógł brać udział w tym balu. Ten rodzaj wypaczenia sprawia, że winę za wszelkie niepowodzenia i obiektywne warunki społeczne, w których żyjesz odnosisz do siebie, a nie do świata zewnętrznego, który jest obecnie urabiany w taki sposób, że nawet nie masz o tym pojęcia. Na koniec i tak za wszystko obwinisz sam siebie, bo przecież nie jesteś ‘wystarczająco dobry’, pójdziesz do kołcza, który za odpowiednią opłatą powie ci jak żyć i co zrobić, aby było dobrze.

W ten sposób niezależnie jak spierdolona jest sytuacja na zewnątrz ty nie zajmujesz się jej naprawą z innymi ludźmi, lecz wynajmujesz kołcza i się ‘rozwijasz’. To kwintesencja atomizacji społeczeństwa. Ludzie obecnie manipulowani są na skalę przemysłową, będąc dumnymi z tego, że są ofiarami tej manipulacji. Pokuta za grzechy bycia ‘niewystarczająco dobrym’ jest uwewnętrzniona tak jak kiedyś pokuta za grzechy w chrześcijaństwie. Rolę księdza przejmuje teraz kołcz. Jednak w tej opcji nie ma Boga albo jest czymś zupełnie innym, pytanie czym?

Poruszasz tutaj ten czerwony przycisk tego „automatu” czyli poczucia winy na którym bazuje cała ta „oświecona” cywilizacja i jej urojona misja „gospodarczego rozwoju”. Ile ten rozwój naprawdę kosztuje? Jaki jest prawdziwy „grzech pierworodny” i czy istnieje? I wreszcie dotykamy tego alternatywnego sloganu: „Prawda cię wyzwoli” prawda jakiej szukasz i o jakiej piszesz rzeczywiście potrafi wyzwalać?

Jest taki tekst Sokoła: „Czasami wolałbym nie wiedzieć. Czasami wolałbym nie rozumieć. Żyć sobie w hermetycznym świecie. Jak dobrze urodzeni ludzie”.

Prawda jest raczej rodzajem przekleństwa. Mam np. znajomych, którzy wybrali sobie tzw. ‘opcję pozytywną’ na życie i doskonale sobie z tym radzą, innymi słowy, ‘to się im opłaca’. Z drugiej strony mój obecny zawód nie daje mi tego komfortu, po prostu muszę być w tym, czego inni nie chcą widzieć, lub nawet częściej przewidywać to, co się wydarzy. Sam nie wiem, czy nie wolałbym żyć na nieświadomce i w poczuciu komfortu. To jest bardzo wygodna opcja a ja lubię wygodę. Z drugiej strony ta opcja ‘działa’ tylko do momentu, gdy tzw. ‘rzeczywistość’, którą przecież non stop ktoś modeluje nie dotknie bezpośrednio w negatywny sposób twojego życia. Wtedy może zacząć się robić problematycznie. Ten wybór lub obecne gloryfikowanie nieświadomki, lub zgody na bycie manipulowanym jest bardzo widoczne w ruchu typu hipsterzy, którzy z bycia ofiarą manipulacji ‘uczynili’ swoją ‘cnotę’. Ten proces prowadzi do coraz większej alienacji i atomizacji ludzi i całych grup społecznych na tych, którzy zawsze mają pozytywnie na fejsie i tych, których życie doświadcza w inny sposób. Powstaje rozdźwięk i jest on coraz bardziej wzmacniany, o czym może świadczyć rosnąca przepaść pomiędzy bardzo bogatymi w Polsce a ledwo zipiącymi ‘statystami’. Jest to nakręcane przez samych ludzi którzy żyjąc w sposób zapośredniczony przez tzw. ‘social media’ tworzą sobie swoje strefy komfortu zamknięte na wszystkie ‘niekorzystne treści’.

W tym ujęciu social media są pułapką jak celnie to określił Prof. Zygmunt Bauman. Nie rozwijają ludzi, ale jeszcze bardziej zamykają ich w ich bardzo ograniczonych wizjach na temat tego, jak wygląda rzeczywistość. Jednak jak chyba wszystko na tym świecie także ignorancja ma swoją cenę, o czym zazwyczaj przekonują się np. mieszkańcy miejsc, w których ‘nagle’ wybucha jakaś wojna. Dobrze to spuentował Orwell:

„Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami.”

Prawda może wyzwalać ale tylko, gdy nauczysz się ja wykorzystywać w praktyce. W sytuacji, gdy bycie i świadomość się równoważą – tak jak tego celnie nauczał Gurdzijew. Z drugiej strony, jeśli twoja świadomość jest znacznie wyższa niż twoje bycie wtedy możesz po prostu ześwirować albo w lepszym wypadku zatrzymać się na chłonięciu i epatowaniu ludzi informacjami, których oni nie chcą usłyszeć.
018640b6aebc7ba5ce6f084642df1dcb-bpfull

 

KONRAD STACHINO

Dziennikarz zajmujący się tematami społecznymi, geopolityką i analizą trendów politycznych i globalizacją. Współpracuje z mediami w Polsce i anglojęzycznymi min: New Eastern Outlook: http://journal-neo.org/author/konrad-stachnio/

Reklamy
%d blogerów lubi to: