IMG_7407

Czy nasze poglądy naprawdę są „nasze” biorąc pod uwagę, że rodzimy się na tym świecie jak ślepe szczenięta i przez pierwsze lata jesteśmy kompletnie zależni od naszych rodziców czy opiekunów. Później dopada nas tak zwany system edukacji i zaczyna się proces masowego modelowania naszego światopoglądu i wyobrażeń o świecie, które w dużym stopniu z perspektywy czasu okazują się jedynie mało przydatną teorią, która na domiar złego wciąż się zmienia, bo żyjemy w czasach wciąż to nowych naukowych objawień, a doskonałym tego przykładem jest nauka o żywieniu.

Sam po sobie widzę czasem w jaki sposób unikam odpowiedzialności za własne działania, przyczyny są różne: strach, lenistwo, obojętność, głupota. Jednak najczęściej chodzi po prostu o rodzaj głupoty, który wciąż i wciąż zapomina o konsekwencjach uparcie myśląc, że wszystko będzie dobrze tak samo z siebie w magiczny sposób uniknę skutków swoich działań. Życie pokazuje mi, że tak nie jest i jakby się zastanowić to nigdy tak nie było – po prostu. Ta lekcja jest jedną z najważniejszych nauk jakie otrzymałem od życia i jest też niezwykle cenna, ponieważ jest każdego dnia aktualna. Jest w nas coś co wie, to rodzaj bardzo wrażliwej inteligencji, która rozumie znacznie więcej niż tak zwana nasza osobowość – cały wyuczony system, który nakazuje nam dbać głównie o swoje dobro, bronić swojego zdania i terytorium. Jednak co to tak naprawdę oznacza? Czym jest „nasze dobro” z perspektywy tego, że wszystko na tym świecie jest połączone siecią życia od której w równym stopniu jesteśmy zależni i od narodzin potrzebujemy opieki i ochrony bez których byśmy nie przetrwali. Dzieci mają dług u rodziców za lata poświęceń i wyrzeczeń, rodzice mają dług za sens i radość jaki dzieci wnoszą na ten świat i który odmienia całe życie i pozwala patrzeć na nie z nowej perspektywy, rozumieć rolę spraw i zjawisk esencjonalnych. Relacja rodzicielska jednak przede wszystkim uczy miłości, która przekracza pożądanie.

Ta miłość to troska i współczucie. Przekroczenie Ja. W przypadku miłości rodzicielskiej, czy miłości do ojczyzny etc przekraczamy „ja”, ale nie potrafimy przekroczyć „moje”. Moje dziecko, rodzina, kraj, moja miłość do ciebie. Ja, mnie, moje – to nam się przydarza cały czas, tym w gruncie rzeczy jest nasze życie – pielęgnowaniem przywiązania. W buddyjskich naukach mówi się, że nasze uwarunkowane szczęście jest w istocie dojrzewającym cierpieniem, a nasza ignorancja jest mechanizmem, który pozwala nam udawać przez cały czas, że jest inaczej.

Czy nasze poglądy naprawdę są „nasze” biorąc pod uwagę, że rodzimy się na tym świecie jak ślepe szczenięta i przez pierwsze lata jesteśmy kompletnie zależni od naszych rodziców czy opiekunów. Później dopada nas tak zwany system edukacji i zaczyna się proces masowego modelowania naszego światopoglądu i wyobrażeń o świecie, które w dużym stopniu z perspektywy czasu okazują się jedynie mało przydatną teorią, która na domiar złego wciąż się zmienia, bo żyjemy w czasach wciąż to nowych naukowych objawień, a doskonałym tego przykładem jest nauka o żywieniu. To wszystko tworzy przyczyny, które warunkują nasz umysł w tym czasie, kiedy jest on najbardziej chłonny. Dodatkowo rodzice warunkują nas poprzez swoje własne ograniczone poglądy na tak zwaną rzeczywistość, a wraz z nimi cały zastany model religijno – kulturowy i tak z roku na rok stajemy się magazynem cudzych danych, bowiem brak nam jeszcze doświadczenia własnego życia i żywej wiedzy jaką zdobywamy w konfrontacji ze światem. Później z czasem coraz bardziej odkrywamy, że mało „nasze” mamy poglądy.

IMG_7408

W obecnej chwili stłumiona agresja manifestuje się właśnie w sferze poglądów – a internet okazał się doskonałym narzędziem ukazującym w jak wielkim stopniu potrafimy się zafiksować na abstrakcyjnych ideach i naszym z nimi utożsamieniu. Świat abstrakcyjnych idei jest domeną nowoczesnego cyfrowego umysłu nieskończonym polem, które oferuje bardzo atrakcyjną iluzję ucieczki od dość brutalnych faktów odnoszących się do kondycji świata w jakim żyjemy. Obrazkowy świat cybernetycznej przestrzeni migających ruchomych pół prawd, prawie faktów i teorii spisków, oraz łatwostrawnej ezoteryki fantazjującej na wszelakie już tematy od medycyny po fizykę kwantową, a na wizytach obcych kończąc pozwala na bierny i jałowy odjazd w stronę sztucznego światła. Uzależnienie od świata „cyfrowych obietnic” pokolenia, które nazwałbym „pokoleniem światłowodu” przyniesie skutki jakie nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, bowiem nikt z nas ich nie doświadczył w przeszłości, która była przytłaczająco analogowa. Prawda jest taka, że w cyberprzestrzeni chodzi jedynie o klikanie, statystykę, oglądalność i przy takim kryterium nic dziwnego, że staje się to ściekiem podświadomości – rurą wypełnioną anonimowym bełkotem prawd w cztery minuty objawionych jakby wszystko było tak proste i oczywiste.

Może się okazać, że już niebawem piramida naszych potrzeb Maslowa wywróci się do góry nogami i potrzeba samorealizacji zniweluje się po raz kolejny w historii cywilizacji do prymitywnej i brutalnej walki o przetrwanie, gdzie cała nasza moralność i etyka okaże się jedynie zabiegiem estetycznym maskującym bezwzględną naturę egoistycznej świadomości, która ukazuje się w całym okrucieństwie w naszym stosunku do zwierząt i natury. To właśnie jest przyczyna, która każdego dnia tworzy skutki jakie z przerażeniem odkrywają przed nami naukowcy i biją na alarm, który zagłusza z premedytacją cała współczesna popularna i masowa kultura, religia i polityka. Trudno o bardziej trafny przykład czym jest ignorancja. Najbardziej przerażającym jest „przemysł handlu katastrofą”, „sztuka katastrofy” i „polityka katastrofizmu”. Cyniczne wykorzystywanie ludzkiego strachu i agresji od handlu bronią, po przeprowadzanie kolejnych „demokratycznych przewrotów” i karmienie wiernych owiec na pastwisku „apokaliptycznego sądu ostatecznego” gdzie już liczą się jedynie ci ochrzczeni i wybrani jest rodzajem sterownika, który cofa nas do najbardziej prymitywnej bezwzględnej postaci.

Zrzut ekranu 2018-11-27 o 20.49.13Kiedy patrzymy na współczesne kino w postaci serialowych opowieści trudno oprzeć się wrażeniu, że kultywujemy zło i przerażenie oswajając umysł z jego mroczną stroną i nadając mordercom, handlarzom narkotyków czy politykom psychopatom znamiona bohaterów. Programujemy gatunkową podświadomość kultywując tych, którzy „idą po swoje” w brutalnym i pozbawionym zasad świecie, gdzie egoizm i nienawiść trzymają się za ręce podziwiając apokaliptyczną pożogę. Ile to ma wspólnego z codziennym życiem? Z odbieraniem dzieci ze szkoły, gotowaniem obiadu, chodzeniem na spacer?
Ile to ma wspólnego z pustymi wieczornymi ulicami i ludźmi przyklejonymi do monitorów w metrze, ile to ma wspólnego z postrzeganiem przez nas rzeczywistości?

Zarządzanie strachem tym jest nasza kultura, religia i polityka. Tysiące specjalistów stworzyło mapę naszego systemu nerwowego uzyskując dostęp do coraz bardziej subtelnych poziomów naszego umysłu i ciała wykorzystując najbardziej oczywisty aspekt – ja, mnie, moje. Egoizm jest najbardziej fundamentalną przyczyną naszej tragicznej sytuacji, bowiem tak długo sobie samym ścieliliśmy łoże ignorancji by w rezultacie zasnąć snem tak głębokim, że tylko nagły wstrząs może nas obudzić. I ten wstrząs nadchodzi pomimo tego, że cywilizacja maszyneria podająca nam środki nasenne pracuje na pełnych obrotach. W tym śnie ekscytujemy się kuchnią orientalną i najnowszymi trendami w suplementacji, myślimy o prezentach na gwiazdkę i bezprzewodowych słuchawkach do iPhone i polubieniach naszych kolejnych autoprezentacji na social mediach tworząc iluzję szczęścia i radości tej osobistej, niezależnej, indywidualnej i osobnej pływającej bańce na wymarłym oceanie.

Wierzę, że budząca się ze snu ludzka świadomość odmieni tą rzeczywistość w sposób tak zaskakujący, że przywróci piękno i godność istocie ludzkiej, a światu przyniesie pokój.

%d blogerów lubi to: