img_7432

Szokujące historie pełne namiętności. Najlepszy prezent pod choinkę.

Hasło reklamowe

Klatka od zawsze jawiła mi się jako idealna metafora świata w jakim żyjemy w jego zwyrodniałej i patologicznej postaci kultywującej wszelakie ciasnoty i ograniczenia. Kurczaki w klatkach, ludzie w blokach, trupy w grobach. Opakowanie, ometkowanie, przydatność do spożycia. Gdzie to się zaczęło ?

Gdzie zostało rzucone to zmodyfikowane ziarno i czemu gleba okazała się na tyle żyzna by obrodzić tym wszystkim co przeraża i czasem odbiera wszelką nadzieję, kiedy każdego dnia zmuszeni jesteśmy za sprawą cywilizacyjnej medialnej maszynerii ulegać terrorowi Symulacji. Symulacja – to abstrakcyjna, umowna matryca wiary, koncepcji, założeń, domniemań, zapewnień, nadziei, lęków, obsesji bez końca podsycana przez kolektywnego pasożyta ignorancji, który drenuje naszą energię jak mechaniczny robal podpięty pod każdy nerw. Upgrade Snu, który z głupkowatej telenoweli przeistacza się w krwisty horror – permanentny stan napięcia i przerażenia z lokowaniem kapitalistycznego produktu konsumpcyjnej nirwany w odległości jednego kliknięcia czy wpisania PINu. Lek który generuje tyle skutków ubocznych by w rezultacie przemienić nas w pozbawione woli i radości roboty skazane na ciągle ulepszanie własnej klatki kolejnych uwarunkowań i bezwonną pociechę w postaci zaspokojenia nieskończonych potrzeb.

Musimy raczej pytać, dlaczego zachodnia polityka bazuje na wykluczeniu naturalnego życia.

Giorgio Agamben

img_7435

Na bezdechu

Co chwila coś, kolejny powód wstrzymania oddechu. Wszystko w wirtualnym show krzyczy i napastliwie nawołuje do jałowego współudziału w postaci manifestowania swoich poglądów – własnoręcznie przyrządzonej abstrakcyjnej kołomyi sporządzonej z produktów z tak zwanej drugiej ręki – przyprawionej wiarą w słuszność danej sprawy, a że spraw tych są miliony siłą rzeczy staliśmy się „specjalistami od wszystkiego” pełnoetatowymi komentatorami na 300 znaków by na kilka sekund zyskać poczucie, że liczymy się w tej grze. Wierzymy, że ta gra ma jakiś sens, że nasza postać gdzieś przecież musi zmierzać, że coś nas tu czeka, że może uda nam się wygrać lub przynajmniej przejść ten level, zdobyć sprawności, moce i pójść do nieba na zasłużoną emeryturę. Jednak wszystko to składa się na „technologię rozproszenia”, która za fasadą chaosu ma bardzo precyzyjną funkcję, którą jest utrzymywanie statusu ignorancji jako gwarancji dla społecznego ładu rzeczywistości uzgodnionej i jej dozorców, którzy konsekwentnie realizują własne egoistyczne cele. Władza staje się niemal metafizyczna. Oparta na totalnym uwikłaniu w abstrakcjonizm polityczno – religijno – kulturowy za pomocą technologi cybernetycznej i sieci. Podstarzałe umysły wyplute przez Boga Technologii bierze w opiekę dogorywający religijno – fundamentalistyczny surowy bóg – kat od tysiącleci zagnieżdżony w gadzim mózgu odruchów, natomiast tych upojonych hi – tech hipnotyzuje cyber – demiurg szepcząc słodkie obietnice wirtualnego ubóstwienia i wygód okablowanych klatek.

Jego mantrą jest nieskończona internetowa dyskusja pełna emocjonalnego spazmu i rewolucyjnych deklaracji przeplatanych obrazą tzw. uczuć religijnych. Wojna totalna. Wszyscy przeciw wszystkim. Taniec na szczycie Indywidualizmu, który osiągając swój kres przeistacza się w swoje przeciwieństwo. Przesyt rodzi znudzenie i samo obrazę skutkującą depresją. Medialny prozac powoduje bezdenną apatyczność i coraz bardziej radykalne próby by coś poczuć. Desperacja zombi. Zmechanizowane odwłoki – robotnice – produkcja miodu ignorancji lepkiej i grząskiej rzeczywistości XXI wieku gdzie temperatura parzenia kawy ma fundamentalne znaczenie dla samopoczucia. Jednak migającej gdzieś w oddali diody, która sygnalizuje, że to wszystko jest w pewien przerażający sposób fałszywe nie da się wyłączyć. Jest tam. Jak syrena alarmowa przykryta wygłuszeniami iluzji. Nic na tym świecie nie jest trwałe i niezmienne, bez przerwy rodzi się i umiera jak myśli w naszej głowie, jak hasła polityków, jak kolejne skandale na Facebooku i kolejne petycje do podpisania. Na szalejącym oceanie widzimy obcych i zdesperowanych uchodźców jednak tam w głębinach podświadomej otchłani wiemy już, że nasz świat jest fikcją, którą w irracjonalnych aktach desperacji będziemy bronić z krwią na zębach.

Nie mieć punktu widzenia. Nie mieć go. Widzieć i czuć umowność, kruchość wszelkiej formy urojonej. Na bezdechu zajrzeć tam gdzie to wszystko powstaje i zaraz umiera jak kukła płonąca. Jak śmieć wirujący. Jak brudny śnieg uderzający o ciepły beton miast. Chujowa pani domu jak myje szyby to je brudzi. Nie domyjesz krwi krwią. Nie mieć planu awaryjnego – to otworzyć klatkę. Nie mieć racji. Nie mieć nic w zanadrzu. Nie mieć ostatniego słowa.

Wiara. Nie wiara.

Jedno podłoże.

Jak słup na stacji metra z napisem „Centrum”.

Bilet przesiadkowy w obie strony.

Kasujący automat.

Jednocześnie:

„Swobodne wyjście”.

%d blogerów lubi to: