Zrzut ekranu 2019-02-04 o 10.49.10

Wszyscy wiemy, że nikt nie kontroluje pogody. Wprawni żeglarze uczą się, jak starannie odczytywać wysyłane przez nią sygnały i szanować jej potężną siłę. Jeśli to możliwe, starają się unikać sztormów, ale jeśli znajdą się w środku burzy, wiedzą, jak opuścić żagle, zabezpieczyć statek i szczęśliwie przeczekać, a więc kontrolują to, co można kontrolować, nie zajmując się resztą.

„Życie, piękna katastrofa.” Jon Kabat-Zinn

W kuchni często spotykają się tak zwane „jednostki aspołeczne”. Dobrze, żeby ta kuchnia nie była tak zwaną „otwartą kuchnią”, gdzie konsumenci restauracyjnych pokarmów mogą bez skrępowania podziwiać kunszt i precyzję kulinarnych mistrzów. Wówczas takie jednostki czują się skrępowane i zażenowane tym podglądactwem, bowiem najczęściej kuchnie były poza widokiem, w piwnicy, na zapleczu, gdzieś tam z tyłu.

To osobliwy świat, pełen pasji i niekontrolowanych emocji, pełen ognia i stali, hałaśliwej wentylacji i ciężkiej muzyki dalekiej od new age’owych dyrdymałów sztucznej wysilonej miłości. Prawda w kuchni bywa bezlitośnie bezwzględna. Jak jest ruch „tabaka” wciągasz to do samych trzewi, pot, krew i łzy, presja, stres, siła ekonomicznego ciążenia wgniatająca w posypaną solą kłodawską podłogę. Oczywiście podkręcam. Nadaje scenografii odpowiednią sugestywność. Bywa słodko i bezstresowo i faktycznie z głośników sączy się jakiś polukrowany – chillout. Jednak czasem jest jednostkowe wyautowanie – czyli out. Taka jednostka pogrążona we własnym wnętrzu wykonując dość mechaniczne ruchy polegające najczęściej na odgrzewaniu wcześniej przygotowanych potraw coraz bardziej i bardziej dryfuje w stronę kompletnej alienacji. W jej ciężkiej łepetynie następuje proces tak zwanego mielenia mąki czyli myślowej zawiesiny charakteryzującej się notorycznym rozliczaniem z własnym losem i analizą błędów, które doprowadziły ową jednostkę do narastającego stanu depresji. Jednostka, która choć teoretycznie jest między ludźmi tak naprawdę jest wypiętą z łańcucha społecznego boją, która zaczyna dryfować na specyficznym gęstym oceanie psychicznej telewizji gdzie kanały przełączają się bez najmniejszego sensu i logiki i najczęściej są to absurdalne fake news’y. Urojenia, sny na jawie wyłaniające się jak zmutowane potwory morskie popromiennego skażenia po wybuchu reaktora wytresowanej w schematach jaźni.

coverGdybyśmy byli ze sobą szczerzy, większość z nas musiałaby przyznać, że żyjemy w otchłani strachu i najczęściej próbujemy ignorować ten fakt. Od czasu do czasu strach przeżywają nawet najtwardsi z nas. Może to być strach przed śmiercią, opuszczeniem albo zdradą. Może wynikać z dawnych traum, zarówno tych pisanych przez duże T, jak i tych pomniejszych. Może chodzić o strach przed chronicznym lekceważeniem i odrzuceniem, przed wykorzystaniem i przemocą, a nawet torturami. Strach może wynikać z bólu albo z tego, że się go spodziewamy, z samotności, choroby lub upośledzenia. Boimy się, że ktoś, kogo darzymy miłością zostanie skrzywdzony lub zabity, boimy się popełniania błędów i zarazem boimy się sukcesu. Boimy się, że kogoś zawiedziemy, boimy się o losy naszej planety. Większość z nas nosi w sobie takie lęki, lecz choć towarzyszą nam bez przerwy, ujawniają się tylko w pewnych okolicznościach.

„Życie, piękna katastrofa.” Jon Kabat-Zinn

Można powiedzieć, że stany depresyjne świadczą dobrze o nas, znaczy to, że wciąż czujemy ten świat zachodzącego słońca jego smutną deterministyczną fluktuację, jego częstotliwość opartą na sprzecznych sygnałach kreujących stan zagubienia i samotności. Ten stan jest jak żywa odsłonięta na wszelkie zarazki tkanka – w swej istocie czysta i bezbronna potrafiąca bez barier wchłaniać cały ten brud. Nie wierzę w rozwój duchowy, który nie zmierzył się z cieniem egzystencji, z jej mroczną stroną. Dlatego patrząc komuś głęboko w oczy możesz zobaczyć czy już „tam” był. Dostroił swój odbiornik do tej stacji, która nadaje zimno-falowe depresyjne anty przeboje. Można powiedzieć, że prawdziwa Moc zostaje wykuta właśnie w takim stanie w tej Otchłani – niczym podróż do podziemi mitycznego bohatera. Bycie wiernym swojej najbardziej intymnej wrażliwości w której nie ma ani krzty wyrachowania i ochrony przed złem to najtrudniejszy stan bycia. Jednak oswojenie się z tym, zdobycie doświadczenia to – dar serca, gorzkie lekarstwo – zwiastun uzdrowienia.

Ucieczka stała się obsesją naszego świata, przed tym czasem w tym miejscu z jego narastającymi problemami i coraz bardziej skomplikowaną naturą, która jedynie odzwierciedla to czym się staliśmy jako istoty skazane na kolektywny sen ignorancji na chroniczny niedobór życiowej energii, na przytłaczający deficyt pasji i dziecięcego zaciekawienia tym co najbardziej prawdziwe, proste, zwyczajnie bezpretensjonalne. Proste bycie staje się w takim świecie dobrem ekskluzywnym, prawdziwą wartością coraz trudniej dostępną. Krótkoterminowe „środki zaradcze” jak zakupoholizm, używki, doprowadzony do granic seksualizm „przedmiotowy”, mania pracoholizmu i ciągłe serfowanie po bagnie internetowym, które wyeksploatowało już chyba wszystko co człowiek jest w stanie zrobić tworzy coraz bardziej klaustrofobiczną klatkę cywilizacyjnej matni. Z pomocą spieszą wszelcy ekspresowi coache i migotający obietnicami gwiezdnego softu guru New Age. Poradniki jak odnieść sukces w dobie napuchniętych narcystyczną obsesją farmach głupkowatych trendów zasilanej zastrzykami dopaminy wszelkich like’ów i pozornego zainteresowania sprowadza nas wszystkich do roli bydła w ubojni prawdy.

Szukanie pocieszenia w jedzeniu, tworzenie mitów o tym romantycznym i pełnym podniet artystycznym gastro, gdzie wydziobani (tatuażami) wystylizowani ściskający tasaki twardziele chełpią się, że mają w dupie ten bezmięsny bullshit i że to jest takie pedalskie, takie miękkie i mało męskie. My drapieżnicy kultury światłowodu wyhodowani w szklarniach jak napęczniałe brudną wodą pomidory rzucamy mięsem dumni ze swej porażającej głupoty i obezwładniającej krótkowzroczności, bowiem niepostrzeżenie topnieje za oknem realny świat w jakim da się żyć.

Dlatego bardzo cenię ludzi, którzy mają za sobą prawdziwą lekcję cierpienia, poznali i przetrawili ten dogłębnie gorzki smak, podejrzeli prawdziwą cenę życia w pozornym luksusie i z głębi serca coś próbują coś robić, coś zmienić, jakoś ulżyć temu światu i nam wszystkim. Polityczno – religijna optyka izolacji i odrzucania, obwiniania i osądzania jest niczym innym jak ciągłym odwracaniem uwagi od naszej roli w tym spektaklu, od naszej odpowiedzialności w tym kontekście elektorat polityczny bazujący na dostępnych opcjach tak przytłaczająco nieaktualnych w dobie tak głębokiego kryzysu wszystkiego jawi się jak sen ślepca, który biegając w koło myśli, że idzie do przodu. Nie idzie.

Zacząć od najbardziej oczywistego punktu. Od swojego ciała, swojej energii i swojego umysłu. Być tutaj nigdzie indziej. Ta kuchnia, ten ukrop, poparzone ręce, poganianie, absurdalny stres, pośpiech zaszczutych przymusem ludzi, którzy chcą już zaraz, natychmiast, nie mogą czekać, nie chcą czekać, muszą gnać, szybko zjeść i biec gdzieś w mrok, w mechaniczny świat, automatyczny Babilon. Zadajemy sobie bezkresny ból próbując naginać to wszystko do swojej wymyślonej baśni, która choć ma już zaraz się zacząć nigdy się jednak nie zaczyna, zawsze coś jest nie tak, inaczej, rzeczywistość zmienia skrypt dając kuksańca, albo ordynarnego kopa w mordę. Tak bywa, ale to nie wszystko. Jest jeszcze to „coś”. Co ma w sobie dużo dobra i możliwość wdzięczności, bowiem jest to „coś” pięknego, a zarazem heroicznego, nawet w obliczu bólu i rozpaczy, to „coś” ukryte, uważne i ciche ma w sobie ufność i dziecięcą ciekawość wreszcie zaufanie, że życie warte jest życia. Przyjrzeć się sobie z uwagą i troską, docenić swój trud stawiania czoła temu wszystkiemu, co rzadko jest przecież po naszej myśli. Jednak znów powietrze wchodzi w nasze nozdrza, czasem niespodziewanie wschodzi słońce zza gęstych chmur, po burzy emocji, ulewie smutku i tysięcy porażek, ten moment kiedy coś w nas iskrzy, jest świeże i pełne znaczenia, kiedy znów nam się chce.

To „coś” może choć na chwilę zatrzyma ruchome klatki, wciśnie pauzę. Odetchniemy. Poczujemy zapach, smak, docenimy życie ujrzymy dobro, posmakujemy cudownej i ujmującej zwyczajności.

Reklamy
%d blogerów lubi to: