Pusta kartka. Pusty talerz. Pusta przestrzeń pomiędzy słowami. Spokój. Przestrzeń. Cisza. Nie na długo jednak. Nie na długo. Maszyna rusza – tryby koła zamachowe, pierwszy rozruch – Forma ni stąd ni zowąd pojawia się. Bum!

IMG_7541b 2

Ciąg liczb i zjawisk bez końca i bez początku. Mówi się, że silnikiem Automatu jest Niewiedza, brak wglądu w pustą naturę zjawisk, brak kontaktu z podłożem z jądrem z esencją. Cztery pierwotne żywioły: ogień, woda, ziemia i powietrze i skutek pochodny zdolności pięciu zmysłów postrzeganie, smakowanie, słyszenie, czucie i myślenie. Ten pierwotny głód wrażeń rodzi jak to mówią dziesięć tysięcy rzeczy. Nieskończony bezmiar wrażeń. Maszyna nie do zatrzymania. Automat egzystencji.

Problem jednak polega na tym, że nie sposób Tego zaspokoić. Nasycić. Nakarmić, ponieważ ten Głód staje się bytem samym w sobie, który by trwać musi bez końca być Głodem. Pragnąć. Chcieć. Pożądać. Konsumowanie wrażeń rodzi uczucia. Trzy podstawowe pierwotne impulsy:

Tak.
Nie.
Bez znaczenia.

0,1, 01

Wśród wielu ogromnych zalet skutecznych maszyn automatycznych jest ta, że są one w pełni zabezpieczone przed błędem. Za każdy zysk trzeba jednak zapłacić. Automatyczna maszyna jest całkowicie zabezpieczona przed błędem, ale jest również całkowicie zabezpieczona przed łaską. Człowiek nadzorujący taką maszynę jest niewrażliwy na wszelkiego rodzaju inspirację estetyczną – niezależnie od tego czy jest ona pochodzenia ludzkiego czy prawdziwie duchowego. „Przemysł bez sztuki jest zezwierzęceniem.” W rzeczywistości jednak Ruskin rzuca potwarz na dzikie zwierzęta. Pracowity ptak czy owad natchniony jest w czasie pracy niezawodną animalną łaską instynktu, a to dzięki Tao, które przejawia się na poziomie się bezpośrednio nad poziomem fizjologicznym. Pracownik przemysłowy przy zabezpieczonej przed błędem i przed łaską maszynie wykonuje swoją pracę w stworzonym przez człowieka wszechświecie dokładnych automatów – wszechświecie leżącym całkowicie poza granicami Tao, zarówno na poziomie zwierzęcym, ludzkim, jak i duchowym.

Aldous Huxley „Filozofia wieczysta”

Zrzut ekranu 2019-02-25 o 22.31.02

Dwunastu Apostołów przy wieczerzy rozróżniania. Prawda. Nie prawda. Głodny Mesjasz wodzi na pokuszenie. Obraca między palcami nasiono drzewa Dobra i Zła. Święty Graal początku niedoli. Pracujesz w pocie czoła na tej kuchni wygnany daleko w cierpienie śmiertelnego życia. Śmierć karmi życie, które zadaje śmierć. Kuchnia jest dobrze zorganizowana, wydajna pracuje szybko i bez zarzutu. Karma podawana jest sprawnie, nie trzeba długo czekać, można wybrzydzać, rzucać kąśliwe uwagi, pogardliwie stukać opuszkami palców przy czekaniu na rachunek. Jednak kelner wciąż liczy. Dwa tysiące lat. Posiadania, używania, łączenia pokarmów w jedną wielką piramidę wzajemnego wykorzystywania. Rachunek przekracza pojemność serwera. System wiesza się z chwili na chwilę. Mayday! Mayday ! Telefon ekipy naprawczej – przestał działać. Firma zbankrutowała z powodu nadmiaru zleceń i nie wypłacalności klientów. Cierpienia coraz więcej. Coraz więcej skutków tych przyczyn. Coraz więcej rachunków krzywd do spłacenia. Nie dodrukują tyle mamony, zabraknie drzew i prądu w elektrowniach. My jednak czekamy na deser – na kruchy jabłecznik prosto z raju podany w skorupie węża. Szefowi kuchni zabrakło towaru – zostały zgniłe jabłka i wąż w kieszeni właściciela. Deseru nie będzie.

Jednak my tego nie wiemy, chcemy deser, bo kelner ociąga się z rachunkiem, żądamy satysfakcji, zadośćuczynienia. Za nasz cenny stracony czas, za nerwy, za to, że w ogóle życzyliśmy uświetnić swoim pobytem tą planetę, dodać jej blasku, nadać znaczenia w pozbawionym sensu zimnym kosmosie, który ma deficyt form żywych i rozumnych. Jedynie my – My tu jesteśmy – najwyższej klasy inteligencja, najwyżej rozwinięty produkt ciągów ewolucyjnych, siedzi za stołem z heblowanych desek pokrytych bezbarwnym lakierem zajęty wiecznym rozróżnianiem – to takie, to srakie, to i tamto, tu i tam, teraz, potem, wtedy – bezdenna otchłań abstrakcji, aberracji, alienacji – ostentacyjne walenie ślepego konia. Pan w garniturze niemalże idealny, wycięty z rysowanki dla dizajnerów, podpicowany tuszem modnych modernistycznych systemów nauczania, oczytany w czasopismach, amerykańskich tygodnikach opinii, wykwalifikowany do granic o nienagannych manierach, które podkreślają bardzo zadbane dłonie i spinka przy krawacie. Wkurwiony, że on – On musi czekać. Jednak bez obaw Sąd Ostateczny już jedzie przez zadymione miasto długim Lincolnem, usadowiony w skórach, palący długie brązowe cygaro i popijający burbona. Zaraz się zacznie psychologia Procesu. Tłum ogarnia szaleństwo, nagły i całkowicie ślepy szał, płoną świątynie i śmietniki, zaczęło się! Zaczęło! Jak w filmach o apokalipsie! W końcu! W końcu!

Nie to tylko ćwiczenia na wypadek końca cywilizacji, przypadkowej detonacji puszki pandory. To jedynie plan filmu instruktażowego dla służb mundurowych. Może Pan w Garniturze zarzynać Matkę Ziemie na spokojnie dalej, mnożyć cyfry w wyświetlaczu, kupić nowy jacht i wyspę na Pacyfiku, śmiać się zahukanym imigrantom klimatycznym w twarz. Uda utrzymać się ten kurs walut i notowania pakietów dużego ryzyka. W końcu, bo jak by inaczej biedotę trzeba będzie zagazować, bo maszyny zwyciężą na rozmowach kwalifikacyjnych i podbiją stawki do zera za godzinę. Nie da się tego przebić.

Mentalne formacje sztucznej inteligencji oszołomią nas klarownością wywodu, brawurowym wyciąganiem asów z procesora raz za razem dokładnie tak jak trzeba, kiedy trzeba, co potrzeba i w jakim zakresie. Aż w końcu, bo tak przecież być musi zaczną się mnożyć rozwiązania ekstremalne w lawinowym tępie, bo skutki działań zdetonują optymistyczne prognozy futurystów w sposób nie podlegający żadnej dyskusji. Póki co wciąż odbijasz kartę w fabryce złudzeń. Poranny brief przy kubku smolistej kawy, pastylka guarany pod język i jazda do taśmy mentalnych formacji – masowej produkcji impulsów rozpraszania. Byle się nie zatrzymać, nie przyjrzeć – nie spostrzec obezwładniającego absurdu, jazdy na jałowym wstecznym biegu „postępu” wprost w przepaść. Na pewnym poziomie świadomości kosztów tej imprezy nie sposób już ekscytować się potrawami na stole, fikuśnymi drinkami, tańcem striptizerek na rurach gazociągów o dużej przepustowości. Te opowieści marketingowe, ten przygniatający reklamowy bełkot, ciągły i nieprzerwany pochód upudrowanych modelek na wybiegu klatki, błyski fleszy i sztuczna ekscytacja wciągająca jak łono bagna wprost w otchłań. Drenowanie życiodajnej energii, rywalizacja w pogoni za przemijającym chwilowym szczęściem umownej roli i ruchomego jak notowania giełdy statusu społecznego.

IMG_7616b 2

My chcemy być szczęśliwi, żyć, spełniać marzenia, wyznaczać i realizować cele, chcemy czuć radość i spełnienie – żądamy tego od rządów, liderów religijnych i naukowców – dawać! Dawać! Dawać! Szybkie dania i dyplomy, modne apartamenty i beztroskie urlopy o profilu duchowego uzdrawiania gdzieś w dżungli z dzikimi – niech nam zaaplikują oświecenie i jedność ze stworzeniem. Później to sprzedamy z zyskiem jak pracę ich rąk, ich tradycje i mądrość – wszystko przerobimy na swoje. Zrobimy weekendowe kursy medytacji bez kontekstów, usuniemy cały ten religijny niepotrzebny bełkot, wyciągniemy efektowne techniki i aktywne składniki ich roślin – zsyntetyzujemy esencję tubylczej mądrości do rozmiarów małej szklistej pigułki. Na raceptę po eugenicznym teście kalifikacji genetycznych za gruby wirtualny szmal stworzymy nową odnogę w ewolucyjnym drzewie, kastę cybernetycznych kapłanów.

Wyhodujemy genetyczny owoc poznania. Nowy Eden. Połyskująca spirala węża DNA wstrzykiwana u podstawy kręgosłupa. Technologiczne kundalini oplecie Ziemię. Będziemy mówić językami ognia 5G, słyszeć głos Boga w postaci zderzenia boskich cząsteczek w szwajcarskiej piwnicy postępu. Na chwilę odsłonimy kurtynę tajemnicy stworzenia. Życie stanie się śmiercią, a śmierć życiem.

Będziemy nadawać Agonię na Żywo z przerwą na reklamy.

Tak. Jako ostatnia pojawia się Świadomość.

Nasz świat jest tak chaotyczny w dużej mierze z tego powodu, że ludzie nie doceniają i nie szanują samych siebie. Osoby nie czujące do siebie żadnej sympatii, nie traktujące siebie łagodnie, nie są w stanie doświadczyć spokoju i harmonii, w skutek czego projektują na innych swój wewnętrzny zamęt i brak zrównoważenia. Zamiast naprawdę docenić dar życia, bardzo często uważamy, że nam się ono należy albo że jest przygnębiające i uciążliwe. Niektórzy ludzie uważają siebie za pokrzywdzonych przez los, ponieważ „nie dostali tego, co im się od życia należy”, więc jeśli „nic się nie zmieni” szantażują innych samobójstwem. Oczywiście życie trzeba traktować poważnie, nie ma to jednak nic wspólnego z doprowadzeniem się na skraj przepaści tylko dlatego, że mamy pretensje do świata i nieustannie uskarżamy się na problemy. Sami musimy wziąć odpowiedzialność za jakość naszego życia.

Chogyam Trungpa „Szambala – święta ścieżka wojownika”

Zazwyczaj kończyłem w tym punkcie – cierpienia i szukania przyczyn tego cierpienia. Babrania się w tym – ego to lubi pozwala to na depresyjne lenistwo, przyobleczenie cuchnącego kokonu – dogorywanie, gloryfikacja rozpadu, rozkosz kompletnego odpuszczenia. Bezwolne opadanie w Otchłań z ukrytą nadzieją, że ktoś nas w końcu złapie. Tak nie będzie. Upadek jest konieczny dopóki liczę na to, że ktoś coś zrobi za mnie, inkarnacja za inkarnacją unikanie odpowiedzialności za skutki swoich działań. To jest nasz Punkt Zero. Nasza zbiorowa karma. Morał bajki o pachnącym ogrodzie. Tak to bolesna lekcja rosnącej świadomości – nie można już tego zatrzymać – bo wszystko wychodzi z ukrycia coraz bardziej wchodzimy w fazę, gdzie przyczyna i skutek stają się bardzo jasne. Przytłaczająco oczywiste. Musimy to spłacić, bo koło nie przestanie się kręcić, a automat pracować. Komputery kwantowe nie odrobią za nas lekcji, a technologia nas nie zbawi. Będzie tylko tym czym my jesteśmy. Świat Lustro – precyzyjne Odzwierciedlenie z momentu na moment. Bez przerwy. Non stop.

Non stop.
Wybudzanie.
Tutaj nie można niczego Osiągnąć.

Ten Błąd to Łaska.
Wielkie nauczanie.
Mistrza, który jest Rzeczywistością.

Reklamy
%d blogerów lubi to: