Zrzut ekranu 2019-10-10 o 17.27.03

Jeśli chcesz usłyszeć niektórych ze wspaniałych gnostyków, posłuchaj tylko kilku zapalonych adwokatów Internetu. Ludzi, którzy naprawdę wierzą w to, że przekroczysz kondycję ciała, ściągniesz sobie świadomość, uciekniesz od truchła. To nieśmiertelność poprzez technologię, transcendencja poprzez świadomość maszyny. To ten sam pączek w niebie, który dostajesz gdy umierasz, jaki był krytykowany przez starych anarchistów w religii. Internet w tym aspekcie jest prostą, współczesną wersją religii. Cyberprzestrzeń jest naszą wersją nieba.

Peter Lamborn Wilson

Świat prawa. Kodeksów, regulacji, paragrafów, zorganizowana na globalną skalę Sala Sądu Najwyższego – Białego Człowieka Sędziego bijącego tuczkiem o martwe ciało. Czerwone mięso zostało przemielone, a odpad wrzucony do rezerwatów z salonami jednorękich bandytów, tanią jęczmienną ognistą wodą by „Wielki Tłusty Skorumpowany Komisarz Świata” mógł prowadzić te nigdy niekończące się śledztwo w sprawie międzynarodowego terroryzmu i bezpieczeństwa korporacyjno – ponadnarodowego McŚwiata. Schorowany od nadmiarów i przesytów McŚwiat w swoich placówkach i laboratoriach na obrzeżach betonowo – szklisto – stalowych miast prowadzi te „humanitarne” badania nad podległymi i bezbronnymi mniejszymi braćmi, których szkaradna litera okrutnego prawa umieściła poza nawiasem prawa do samostanowienia, a ich cierpienie poprawia zapachy perfum, działania leków, sprawdza potencjalną toksyczność wielkoformatowych projektów z branży spożywczej i każdej innej wraz ze studiowaniem psychologi zachowań. To wszystko działa jeszcze mocą taśmy produkcyjnej uruchomionej jeszcze w czasach, kiedy Człowiek – Maszyna budował swoją technologiczną utopię w przekonaniu, że nic i nikt go nie zatrzyma, a taśma bez końca będzie wysrywać Złoty Cielec Postępu na Ołtarz Materializmu.

Jednak coś się w nas zmienia. Do martwych mechanicznych ciał, które wybudzone ze snu hipnozy powraca Czucie podawane kablami światłowodów poprzez cyfrowe przebitki realizmu. Zmienia się, bo musi. To już jest ten czas, kiedy coraz trudniej będzie odwrócić wzrok, zastosować chwyt wyparcia na ulicy, która staje się areną walki i manifestacji Świadomości. Jednak cała para idzie w gwizdek policyjny, bowiem 1% tłusty procent Mechanicznej Ignorancji zdaje sobie sprawę, że coraz trudniej będzie panować na tym wszystkim, dlatego desperacko próbuje starych metod wzajemnego zaszczuwania kontrastując wszelkie możliwe sposoby podziału. Mężczyzna, Kobieta, Hetero, Homo, Biały, Czarny, Żyd, Muzułmanin lista nie ma końca.

Ludzkie sprawy – ograniczone ludzkim szaleństwem. Narcystyczne przeświadczenie, że oto cały wszechświat z zapartym tchem obserwuje nasze krwawe i okrutne mydlane opery, puszczane przez turbo kapitalistyczną słomkę kolejne bańki spekulacyjne i kończące się tysiącami drobnych eksplozji na które nie starcza już miejsca w wiadomościach, bo zostawiają miejsce na tą zawieszoną w chwilowej próżni zdezorientowania – wielką bombę epoki antropocenu, która rozsadzi wszystkie społeczno – polityczne urojone problemy i ustanowi nowe nie przewidziane w Systemie – priorytety. Z wrażenia spadną wszystkie bilbordy.

Historia używania przez nas Natury – ożywionej i nieożywionej spisana wykrywaczem kłamstw – to zapis podobny do Zawału Serca podczas Operacji Plastycznej celebrytki, która jest w Kosmosie znana z tego, że jest głupia, gruba, okrutna i arogancka. Ludzka masa – plastelina lepiona zręcznymi dłońmi Jubilera Świata o ostrych pazurach armii czarnych policyjnych owadów do tłumienia zamieszek przy kolejnym dokręceniu śruby czyli przerzuceniu kosztów Niszczenia dla pieniędzy na tzw. obywateli – podatników – tej wspomnianej masy, która w wyniku skoku temperatur wchodzi w fazę wrzenia i będzie miała coraz mniej do stracenia. Coraz mniej wszystkiego. Rzeczywistość progresywnego deficytu zacznie aktywować coraz więcej Masy, która siłą swojego rozpędzonego ciężaru jak wielki walec będzie taranować kolejne Wrota i domagać się życia, które nie jest koszmarem, widoków na przyszłość dla swoich nowo narodzonych dzieci, które w perspektywie mają czterysta lat na pustyni, przymusowy post i gorejące krzewy.

braksygnlu

Globalizacja niepohamowanego apetytu, rozrost światowych żołądków – całe to Zachodnie Gastropolis, które wciąż karmi iluzją dobrobytu i wzrostu gospodarczego, który stał się świecką wersją religii współczesności – masowym odpustem tandety – konsumpcyjną pielgrzymką – obiecanym Rajem zadośćuczynienia wciąż uwodzi nowe masy heretyków, którzy żyli prosto i skromnie. Teraz chcą żyć jak my. Mieć pełne inteligentne lodówki, domy na przedmieściach umeblowane w eko frendli ikei, samochody i wczasy średniej klasy, biurowe klikane kariery i kanały na you tube. Chcą vlogować swoje nowe życie, dołączyć do Imprezy, powąchać białego sukcesu, poflirtować z produktami bankowymi i odkrywać fascynujący świat kryptowalut oraz odbierać poradniki „jak skutecznie zarabiać na giełdzie” z drona amazona. Przedostać się do pikselowego Królestwa Automatycznych Simsów i stremować drobnomieszczańskie życie dla algorytmicznych subskrybentów.

I byłoby to sprawiedliwe, gdyby nie fakt, że Tort się skończył – zostały plastikowe talerze zalegające w oceanach. Została prawda, która wychodzi na jaw i wstyd. Zostały darmowe etaty w ekipie sprzątającej po tym „Festiwalu dla ziemi”. I to jest nasz czas. Czas ludzkiej autentycznej świadomości. Czas przebudzenia ze Snu.

Odkrywania procesu ewolucji, który jest dla nas bolesny nie mniej jednak – ma w sobie coś ze zdrowego, z opowieści o synie marnotrawnym, który wraca do Ojca – Mądrości i Matki Miłości. Z całym bagażem bolesnych doświadczeń – prób i błędów, tej podróży od utopijnego raju głębokiej nieświadomości do kompletnego zagubienia w bagnie materialistycznej Ułdy w jaką popadliśmy za sprawą nienasyconego pożądania i krwawych krucjat wynikających z gniewu i niechęci. Bo jest w Człowieku coś pięknego. Naprawdę. Coś co ma tu miejsce i rolę do spełnienia – ta zdolność do karmienia i tworzenia, do uczenia i poznawania, do troski i opiekuńczości, do bezinteresownych aktów współczucia. To są te zagubione drogi, które warto odnaleźć, na które warto wejść. Którymi warto iść.

I coraz więcej ludzi robi to – zdobywa wiedzę, rozwija mądrość, przypomina o prawach zwierząt i środowisku naturalnym, zdaje sobie sprawę, że mieć nie znaczy być. Jest coś tajemniczego w ludzkiej walce o prawo do życia i szczęścia każdej czującej istoty i całej natury – coś co przeczy prawom biologicznego egoizmu przetrwania, jakiś wirus mechanizmu autodestrukcji, pierwiastek z poza tablicy uwarunkowania. Są ludzie niepodlegli tej Maszynie Śmierci – tworzący nowe parametry, które omijają kody zysku i straty, przynależności i utożsamienia z uwarunkowaniami narodu, kultury, religii i punktów widzenia. Kiedy spojrzymy na siebie jako Wolną Świadomość jak na Przestrzeń, która jest inteligentna i wrażliwa pozbawiona ciężaru przypisania do określonego miejsca, wzoru i sposobu postrzegania, odkrywamy tą właśnie Ludzką Drogę.

wrzut_na_ulicyPewne jest, że w tych warunkach czas się dłuży i zmusza nas, byśmy zapełniali go sobie zajęciami, które… jak by to powiedzieć… które z początku wydają się sensowne, póki nie stają się nawykiem. Powiesz mi, że chroni to nasz rozum przed obłędem. Z pewnością. Ale zastanawiam się czasem, czy i tak nie błądzi on już w przepastnych głębinach, gdzie nieprzerwanie trwa noc.

Samuel Beckett „Czekając na Godota”

Reklamy
%d blogerów lubi to: