IMG_8542

Bez względu na to ile zdobędę, nigdy nie mam dość.
Bez względu na to ile osiągnę, zawsze jest coś więcej do zrobienia.
Bez względu na to ile pochlebstw wypowiem, zawsze pojawią się kolejne buty to lizania.

Patrul Rinpoche „Oświecony włóczęga”

Ciągle czegoś chcemy. Może nawet chcemy w końcu nie chcieć. W końcu – staje się podświadomą mantrą. Modlitwą błagalną, paciorkami, które stukają o siebie bez ustanku prosząc o święty spokój, harmonię, błogosławieństwo świętych wyidealizowanych aniołów, które otoczą nas opieką i ochroną. Obiecujemy wytrzymać mroczne i gęste godziny próby, wszystkie te ciemne noce wylęknionej duszy. Może sam proces umierania stanie się upragnionym zwrotem akcji, spektakularną zmianą dekoracji, czymś naprawdę mistycznym i wzniosłym. Mamy do dyspozycji niczym drogie ekskluzywne kredki, najbardziej głębokie ezoteryczne nauki, porady i wskazówki wielkich mistrzów, możemy malować duchowe pejzaże – spokój góry i radość jeziora. Heksagram numer 41 w I – cing. Mam przed oczyma ten obraz, jak matka z dzieciątkiem, wisi nad drzwiami Świątyni przez które wchodzimy i wychodzimy. Wchodzimy przez śmiertelne ciało do śmiertelnego ciała, otwieramy i zamykamy oczy. Odwieczna, nieskończona Księga Przemian. Wielki kosmiczny rebus, gra o strukturze spirali, która jest jak zasysający karmiczny wir, nad którym nie sposób w pełni panować. Można próbować. Bez końca. Można przestać czekać na koniec tej gry, bo wszelkie znaki mówią, że nie ma końca. Nie ma spokojnej i drętwej nicości, możesz budować tamy i zapory – jednak, jednak, zawsze, ale to zawsze znajdzie się niewidoczna szczelina, przez którą w końcu będziesz znów przywołany do życia. Do szczęścia i cierpienia, do nadziei, do strachu. Demony często noszą maski aniołów, a anioły udają demony. Dlaczego?

Zrozumieć brak statyczności, brak przypisania, brak określenia, brak punktu oparcia. Zrozumieć Wielką Księgę Przemian. Linia przerywana, linia ciągła. Na zmianę. Zero – — jeden — – tak – nie — język symulacji.

Na zmianę. Jest w tym czasie w jakim jesteśmy okno. „Sun” – „Pomniejszenie”. Przez to okno można zobaczyć Zmianę, która zachodzi. To pomniejszenie to zabieranie punktów oparcia. Przywracanie zagubionej harmonii poprzez uwalnianie z opętania materią, zmysłowym szaleństwem, które uczyniło nasze życie zniewoleniem. Nietrwałość jest jedyną trwałą nauką, która wytrzymuje próbę czasu. Jest obecna zawsze i we wszystkim. Nic nie trwa wiecznie. Żadne cierpienie, ani szczęście, żadne duchowe osiągnięcie i materialny sukces. Nasz wymiar stał się żerowiskiem demonów. Podsycaniem. Podszeptem. To co uwalnia nie jest miłe i powabne, często jest okrutne i bezwzględne, pełne precyzyjnej ironii jak ostrze noża. To gorzkie lekarstwo. Bardzo ciężkostrawne. Powoduje wymioty i drgawki – to zdzieranie skóry. Wrażliwa tkanka łączna, żywe mięso serca. Kiedy przestajemy się chronić wszystko tak wygłodniałe zaczyna nas momentalnie pożerać żywcem. Stajemy się ucztą ofiarną i pożerającymi ją łapczywie demonami, pozbawionymi własnej energii, którą przegraliśmy w kasynie na Pustyni, sprzedaliśmy za nędzne chwile pozornego szczęścia – posiadania. Mamy debet karmiczny tak ogromny, że jedyną szansą staje się Reset. Nie możemy tego spłacić. Nie mamy czym. Jesteśmy bankrutami. Dopiero z czasem zrozumiałem, co to znaczy „zasługa”. To oszczędność w zadłużonym do granic wymiarze. Prawdziwe złoto i diamenty zdeponowane w strumieniu naszej świadomości. Zasługa to czysta myśl, słowo – czysty czyn, nie skażone chęcią zysku.

Jedyna lokata, która może nam pomóc. Demony nie mają nic swojego, żadnych oszczędności – dlatego żerują, ich pokarmem jest energia. Dlatego zaczynamy się dusić, jest coraz bardziej gorąco, coraz mniej wody, coraz gorsze jedzenie, coraz więcej śmieci. Dlatego drukujemy pieniądze i gramy na giełdzie. Przestaliśmy tworzyć, staliśmy się handlarzami bubli, pośrednikami handlu cierpieniem, niewolnikami karmicznego zadłużenia. Akwizytorami złudzeń. Wieprzami brodzącymi w gnojówce sztucznych pereł. Stworzyliśmy świat – wesołe miasteczko – karuzelę rollercoaster na granicach piekła. Jest taki film gdzie wampiry hodują ludzi na krew, tak jak ludzie hodują zwierzęta na mięso – ten punkt jest zawsze krytyczny, ponieważ kiedy okrucieństwo staje się biznesem, a tak właśnie jest w świecie w którym żyjemy – znaczy to, że jesteśmy już bardzo blisko ogłoszenia duchowego bankructwa, co znaczy, że jedyne co nam już zostanie będzie tylko cierpieniem. Ciało i krew stało się ofiarą w Świątyni. Tu właśnie jesteśmy.

IMG_8552

Kiedy śmiertelne ciało urodzi śmiertelne ciało i naprawdę otworzysz oczy to zobaczysz dokładnie ten Obraz. To się nazywa Przebudzenie. Z czasem odkryjesz pole swojej zasługi, zrozumiesz jakie masz zasoby i możliwości, jaka jest skala twojego zadłużenia i ile masz wolności by rozumieć i czuć poza mechanizmami na których opiera się ten okrutny świat. Dlatego łatwe życie – jest sytym posiłkiem straceńca. Nie czynić tego co jest tu czynione, nie powtarzać tego, co jest tu mówione, nie myśleć tego co tutaj wymyślono – jest prawdziwą miarą zasługi. To nie jest łatwa droga. To tak zwana twarda ścieżka. Jak się przyjrzysz uważnie zobaczysz bardzo dziwny ruch w tym nurcie. Zobaczysz, że rzeka przestała być rzeką stając się ściekiem, zobaczysz, że ludzie są zwierzętami, a zwierzęta ludźmi, że anioły są demonami, a demony aniołami. Czym dalej od źródła tym bardziej mętna woda z każdym kolejnym zaklętym kręgiem. Zobaczysz bardzo nieliczne istoty, które idą pod prąd. Zawsze tak było. To co jest w sercu nie należny do tej ziemi, nie jest ulepione z piachu i gliny. To czysty duch, pozbawiony zapisu w księgach wejścia i wyjścia w rejestrach Sądu Najwyższego, w statystykach i akcie zgonu. Nie ma imienia i nazwiska, adresu zamieszkania i zaciągniętego kredytu na przejazd karuzelą w okrutnym wesołym miasteczku. Kiedy widzisz „sukces” przyjrzyj się uważniej, pomedytuj nad tym dotrzyj do rdzenia mechanizmu, do śrub i zaworów, rozłóż konstrukcję na czynniki pierwsze, poszukaj źródła „szczęścia” i skutki do którego to „szczęście” prowadzi. Zdziwisz się.

Jednak wystarczy jedna prosta miseczka. Odrobina czystej wody ze Źródła. Ofiarowanie. Cóż znaczy „czyste serce” – to brak lęku. Brak odpowiedzi. Zaufanie. Wielki Mistrz nosi szaty świata – ból, rozczarowanie, rozgoryczenie, jego nauczanie to kości – odwieczny rytuał Przejścia. Iść prosto w mrok. Rozpalić ogień. Zobaczyć z bliska cienie, które tańczą na ścianach karceru. Oddech za oddechem coraz bliżej i bliżej. Śnimy sny jeden po drugim nieświadomi, że każdy atom to w istocie my sami, każda postać, każdy gest i słowo – substancja umysłu. Czym jest tkanka łączna, ta cienka błona dzieląca dobro i zło? Z czego utkana jest ta zasłona myśli i koncepcji. Kto gra na scenie i kto patrzy? Kto bije brawo? Kto zapala słonce? Kto umiera, kiedy gaśnie? Co może zaspokoić ten głód? Ta sama dłoń otwarta na powitanie i zaciśnięta w pięść przy uderzeniu. Czym jest prawdziwe szczęście?

Możesz mieć dość. Odejść żeby wrócić przez kolejne piekło. Przez kolejny miliard lat umierać na pustyni, czołgać się, zawodzić i przeklinać Boga. Możesz szydzić przez sen i machać rękoma, zaciskać pięści i ostatkiem sił wykrzyczeć pieśń samotności. Możesz czekać bez końca na łaskę, która nie nadejdzie, na miłość, która zapomina – bo jest niczym więcej jak tylko potrzebą. Możesz być miły, dobroduszny pełen fanatycznej gorliwości w czynieniu „dobra”, które wcale nie jest dobre. Możesz być jednym z niewielu, tak dumny i pełen arogancji przebranej w maskę skromności. Pisać kolejne linijki kodu jak modlitwę dziękczynną, przedłużać agonię, wciąż odkładać w czasie Punkt Krytyczny, który wcześniej czy później musi nadejść i skończyć ciebie w sposób nagły i gwałtowny. Rozumienie ma swój limit. Logika swoją granicę. Kiedy dłoń jest otwarta możesz zebrać deszcz i ugasić pragnienie. Kiedy ściskasz pięść wszystko przechodzi obok i spływa do rynsztoku. Jednak nic nie jest daremne. Wciąż rosną kwiaty, które uplatacie by stroić groby, wciąż ptak szuka gniazda, a ta sama gwiazda czeka na ciebie pod tym drzewem. Wciąż martwe drzewa zwiastują narodziny Odkupiciela, a ryby czekają na śmierć. Wciąż gra ta stara płyta i nucicie refren przebrzmiałej kolędy. Ojcze nasz, który zbłądziłeś w ciemną noc, matko nasza, która cierpisz – niech wasze serca odzyskają czujność, niech modlitwy odzyskają pierwotne znaczenie. Modlę się za was dzień i w nocy, na jawie i we śnie. Jestem. Otwieram serce, choć to boli. Pozwalam demonom na żer – to ja i nikt inny utkał tą Sieć. Teraz rzeczy będą się zmieniać. Jedne po drugich. Takie jest prawo. Będziecie to widzieć każdego dnia, w każdej godzinie. Z każdym kolejnym wdechem będzie coraz więcej Światła. Takie jest Prawo. Rozłożymy ten krzyż w czterech kierunkach świata, pozwolimy wszystkiemu być. Nie będziemy zabijać więcej. Odrzucimy ofiary i sakramenty. Koniec targu Odkupienia win. Stragan zamknięty. Idźcie w pokoju ofiara spełniona. Nie wracajcie tu. Nie klękajcie. Sami jesteście sobie winni przeprosiny za poczucie winy. Czekacie na Siebie na tej wieczerzy. To miejsce jest zawsze Puste. Kiedy ugościsz demony, nakarmisz je – zobaczysz ich prawdziwe oblicza. Zdejmą z ciebie klątwę „zła”. Pod tym wszystkim jest Wielka Radość – jak błękit – promienna i czysta, otwarta przestrzeń nieskończonych możliwości. Wszystko jest dobre!

Cokolwiek i jakkolwiek się teraz stanie, niech się dzieje!
Jak trup,
Jestem niewzruszony
I bez ambicji
„Stary pies”, który pochylony wygląda, jakby schodził ze wzgórza.

Niech wszystko będzie pomyślne!

Patrul Rinpoche „Oświecony włóczęga”

opowiesci

%d blogerów lubi to: