IMG_8711-001

Czasami nasz lęk jest głęboko ukryty pod pozorami pewności siebie, zagłusza go rodzaj neurotycznej przebojowości, która generowana jest przez presję wytwarzaną przez opresyjną kulturę ciągłego biegu – rywalizacji i porównywania. To co się z nami dzieje nazwałbym – hodowlą klatkową – staliśmy się ofiarami dość ponurego eksperymentu – na wzór zwierząt, które hodujemy w przerażających i okrutnych warunkach – obozach śmierci.

Umysł przypomina urodzajne pole, na którym wszystko może wzrastać. Kiedy zasiewamy ziarno – poprzez działanie, słowo lub myśl – wyrośnie z niego roślina i ostatecznie pojawi się owo, który dojrzeje i spadnie na ziemię, pociągając za sobą więcej podobnych. Chwila po chwili poprzez ciało, mowę i umysł zasiewamy pełne potencjału ziarna przyczynowości. Kiedy zbiorą się odpowiednie ku temu warunki, a nasza karma dojrzeje, będziemy musieli poradzić sobie z konsekwencjami tego co zasialiśmy.

Czagdud Tulku Rinpoche

Mieszkamy najczęściej w zatłoczonych miastach – farmach w blokowiskach – parcelach dusznych mieszkań i większość naszego czasu poświęcamy na pracę by opłacić czynsz i rachunki, by przetrwać – utrzymać się na powierzchni. Jesteśmy ogniwem Masy wytresowani i zagonieni do tego stopnia, że przestaliśmy zauważać jałowość takiego życia, jego duchową pustkę. Kultywujemy materię, sztuczny pieniądz, który stał się naszym szkarłatnym bożkiem ostatecznym – demonem w aureoli konieczności, deterministycznym mechanizmem samozniszczenia. System operacyjny tej Symulacji to zakodowany w nas Lęk – który jest rodzajem sterownika pozwalającego przekraczać i adoptować się do kolejnych poziomów Absurdu – Kultury Nędzy. Jesteśmy ubodzy duchem, ubodzy wolnością, ubodzy w samostanowieniu – skazani na wieczną tułaczkę przez Pustynię prowadzeni przez fałszywego mesjasza na bolesną śmierć. Nasz kolektywny wyparty Lęk stworzył Mechanizm Zniewolenia – Program wiecznego Rozproszenia, wiecznej Zależności, Nieskończonej Ucieczki przed Sobą. Śnimy ten materialistyczny sen lokując w nim całą swoją energię i zaangażowanie, uporczywie trzymając się wszystkiego tego co ze swej natury wcześniej czy później umrze, rozpadnie się, bowiem takie właśnie jest ze swojej natury – nietrwałe. Można powiedzieć, że to jest pierwotna nauka, podstawowa lekcja, jednak pomimo tego – wciąż bez ustanku jesteśmy na wagarach, siedzimy w oślej ławce i bez ustanku odwracamy wzrok od tego by szukać pocieszenia w miotających się przed nami czczych obietnicach wyczarowanych w tej Fabryce Iluzji. Złota Klatka – świat pozornego dobrobytu – modnych ciuchów, ekskluzywnych samochodów, kont bankowych, posiadania ziemi na własność – budowania na jej coraz bardziej chorym ciele – domów, drapaczy, fabryk – betonowych grzęzawisk rozrasta się do tego stopnia, że zaczynamy dusić się swoimi własnymi odchodami.

Nasza ucieczka przed cierpieniem nietrwałości – prowadzi do jeszcze większego cierpienia, które się multiplikuje – mutując niczym śmiercionośny wirus. Za wszelką cenę próbujemy być na tyle wiecznie i bezustannie zajęci by tylko nie dostrzegać tego co sami tworzymy. Jesteśmy Twórcami Zniszczenia. To stało się naszym dziełem sztuki współczesnej – Zbiorową Wystawą w muzeum wszechświata. To bardzo droga i zupełnie bezużyteczna Wystawa. Jadę samochodem przez wsie i miasta, słucham mądrych wykładów na you tube poszatkowanych idiotycznymi reklamami idiotycznych sieciowych usług, których nikt tak naprawdę nie potrzebuje, obok drogi dogorywają ścięte drzewa, pracują koparki, walce i spychacze, panowie robotnicy piją herbatę z termosów i palą papierosy, jedzą kanapki z kotletami, pod butami trzaskają gałęzie, a przez ich płuca przetacza się gęste oleiste powietrze. Narzekają, że nie ma śniegu. Dziwna ta zima jak za za słodkie i mdłe ciepłe lody. W internecie mówią, że to nie jest nasza wina, może słońca, może boga, może tego, że co jakiś czas po prostu tak jest. Zawsze chodzi przecież o pieniądze. O dopłaty, opłaty, podatki, kary. Pieniądze – wszystko zawsze się do tego sprowadza – nawet śluby i religie. Znów chcą nas wyrolować, przestraszyć. Upokorzyć. Strach i lęk staje się powszechny – jak zaburzone tętno pacjenta na intensywnej terapii. Jak wysychające zakrzepy ropy, rdzewiejące igły bezużytecznych platform wiertniczych wpatrzonych w suche spowite mgłą niebo, które milczy. Maskujemy tą narastającą panikę, świadomość, że jesteśmy coraz bardziej zdesperowani, wykorzenieni, obdarci z godności, pozbawieni duchowej więzi z Życiem. Stworzyliśmy sztuczną mechaniczną religijność jako antidotum, zestawy dogmatów, procedury „świętych ceremonii”, którymi nawigują kapłani – roboty powołując się na nieuosobione siły – trwająca od stuleci kontrola wystraszonego umysłu. Nie doświadczalność, Niedotykalność zimnego wyrachowanego abstrakcyjnego absolutu, dialektyczna rozrywka. Bezosobowa osobowość – pełna okrucieństwa na podobieństwo nas samych. Wystarczy, że uwierzysz i zostanie ci odpuszczone wszystko to co zrobiłeś – jakie to wygodne, jakie masowe jakie powszechne. Gdzie to się zaczęło?

IMG_8739

W myśli, w słowie i w działaniu każdego z nas w każdej chwili. Żyjemy w tym równaniu w tej sumie działań w ilorazie tępej egotycznej kolektywnej „inteligencji”, która chce trwać i rozrastać się bez końca – wtłaczając w siebie każde nowo narodzone ogniwo świadomości, zawłaszczać i degenerować pierwotny stan troski i współczucia, otwartości i wrażliwości w swój Program. Wszyscy jesteśmy nośnikiem tego Programu, zakażamy się wzajemnie chorobą i pielęgnujemy każde stadium hodowania kolejnej jednostki chorobowej – cywilizowanego człowieka. Niszcząc każdy objaw desperackich prób odwrócenia zaklęcia, każdego Maga, który pojawił się w tym wymiarze by zdjąć Klątwę z naszego serca i umysłu. Jednak przychodzi czas, kiedy tych istot pojawia się zbyt dużo w jednym czasie – to jest właśnie ten moment w naszej historii – już nie jeden czy dwóch ale miliony świadomych istot pojawiło się w tym wymiarze. Rodzisz się wraz z świadomością, z pamięcią – widzisz jasno, czujesz jasno – wszystkie te zakodowane Klątwy i Zaklęcia na każdym możliwym kroku i w każdej możliwej konfiguracji.

Miłości nie można sprowadzić jedynie do doświadczenia piękna i romantycznej radości. Miłość powiązana jest z brzydotą, bólem, agresją równie dobrze jak z powabem tego świata; nie jest odtwarzaniem raju. Ścieżka miłości i współczucia, ścieżka otwartości jest powiązana z tym „co jest”. Aby rozwinąć miłość – uniwersalną miłość, kosmiczną miłość czy jakkolwiek inaczej chcielibyśmy ją nazwać – trzeba zaakceptować całą życiową sytuację, taką, jaka jest, zarówno jej jasną, jak i ciemną stronę, dobrą i złą. Trzeba się otworzyć na życie, nawiązać z nim pełen kontakt.

Chogjam Trungpa

Dekodowanie jest naszą prawdziwą pracą na tej uwięzionej w Ignorancji planecie, hakowanie ustawień fabrycznych, demontowanie linii produkcyjnych cierpienia, odłączenie Zasilania Śmierci – paliwa Mordu. Nie wypluło nas wapno, nie ulepiły nas sprawne dłonie technologicznych chirurgów, nie uśpiły nas hipnotyczne modlitwy czarnoksiężników – jesteśmy z gwiazd, z odległych miejsc rozrzuconych w bezmiarze kosmosu, przychodzimy w pokoju który niepokoi. Nie boimy się śmierci, bo to jedynie całun który rzuciliście na czyste ciało przebudzonej świadomości. Punkt zwrotny – to wejście w swój autentyczny stan, w swoje istnienie, w pierwotną duchowość, która jest poza jakimkolwiek systemem. Zrzucanie skóry, łamanie kodów, oduczanie nabytych wzorców i zdzieranie masek. Czysta świadomość, która jest poza lokacją w mechanicznych systemach GPS-ów Symulacji, nie można nas namierzyć, przechodzimy przez ciała robiąc to co należy, możecie je mordować jednak nie jesteście w stanie zniewolić Prawdy. Życia nie można zniszczyć – ponieważ jego istota jest poza formą, poza czasem, poza wszystkim. Królestwo się rozpada, płonie żywym ogniem Zmiany. Leczyć trucizną jest największą ze sztuk uzdrawiania. Podniebienie toczy flegmę i wypluwa. Przejdzie przez nas wszystko – wasze choroby, wasze armie, miliardy waszych ofiar. Nie chroni nas światło, nie brudzi mrok, nie ogranicza kodeks i zasady. Nie przeraża nas zniszczenie, nie paraliżuje lęk. Kod za kodem, krok za krokiem – coraz bliżej jak krople wtłoczone w obieg krwi – do samego serca.

 

opowiesci

%d blogerów lubi to: