Księżyc był w pełni. Miasto kołysało się pogrążone we śnie. Wewnątrz każdego organizmu odbywało się trawienie wrażeń, otwierały się Przejścia, tysiące dróg do tysięcy światów. Jednak większość istnień przykuta była do jednego pola, do jednej jaźni. Kokon wypełniony gęstą zawiesiną wrażeń, opinii, koncepcji, projekcji, przypuszczeń, lęków i nadziei. Zaprogramowane maszyny w fabryce przetrwania. Zimny, mechaniczny świat czystej logiki i pragmatyzmu. Betonowa pustynia pozbawiona życiodajnych soków – układ scalony procesora generującego nowe kody dla programów operacyjnych ludzi – botów. Odcięte od Pulsu i Tchnienia neurotyczne komórki sztucznego ciała. Samotność. Odcięcie. Sztuczne światła zasilane krwią ziemi – odbite, rozproszone – zasilające Program. Upadłe w Czas Anioły. Napuchnięty od testosteronu wynaturzony logos bezustannie gwałcący Świętość, która coraz bardziej przybiera swoją dziką i okrutną formę. Bogini Kali zaczyna wpadać w swój ceremonialny szał, dziki taniec śmierci.

Pirat leżał na łóżku, wciąż jeszcze był na granicy światów, pomiędzy twardym gruntem skostniałej, zagęszczonej wyjałowionej formy i czymś co jest wiecznie żywe, ruchome. Wilgotne fale Praoceanu, wody płodowe Istnienia. Żywica. Tchnienie. Otwarte i płodne łono Wszechświata. Kapłanka siedziała nieruchomo w milczeniu, wciąż jeszcze mógł poczuć jej obezwładniającą Obecność. Brama odwiecznej Tajemnicy. Księga Prawa ukryta pod niebieską jaśniejącą szatą słodkich wód. Mapa zapisana za jej plecami – pełne potencjału nasiona soczystych owoców, które mają moc przywracania zagubionej harmonii i zaburzonej równowagi. Kiedy brak już szacunku do życia, nadchodzi śmierć. Bogini staje się dziką, nieokiełznaną, fanatyczną furią, bezlitosnym zalewającym wszystko Chaosem. Krwawą dekonstrukcją. Zaburzeniem. Anomalią. Gromem z jasnego nieba. Bestią.

Jednak póki co możemy tutaj troszkę jeszcze pokrążyć, jak wędrowni sprzedawcy marzeń. Świadkowie okrutnego szowinistycznego Jehowy, który choć rzęzi w agonii, wraz z ostatnim tchnieniem wydaje ostatnie spazmy okrutnych rozkazów. Świat stał się spektaklem przemocy, antyreklamą swojej pierwotnej natury, karykaturą boskości. Pałacem demonów w ludzkich formach ubranych w drogie garnitury i mających nieograniczony czas antenowy. Pirat wstał z martwych już jakiś czas temu obudzony trąbą jerychońską dziwnych i bolesnych splotów surrealistycznych zdarzeń. Stał i patrzył na przyprószone srebrnym światłem miasto wypełniające plastikową ramę okna. Na plecach miał wielką wytatuowaną liczbę 17. Wielka jaśniejącą Gwiazda nadająca kierunek całej podróży, przelewająca niewidzialne do widzialnego. Wielkie Dzieło, które wcześniej każdy z nas musi podjąć, bo w przeciwnym wypadku pozostanie jedynie gnijącym mięsem, odorem zmarnowanej szansy. Zakleszczoną perłą rzuconą na pożarcie Wieprzom. Przeżutym i wyplutym snem okrutnego Boga Czasu. Popiołem z wypalonej kadzielnicy.

Gastro. Kucharskie rzemiosło. Pirat był kucharzem, bo musiał utrzymać połączenie z ziemią. Szamańską więź z prawdziwym życiem, to była alchemia komunikacji na poziomie ciała, poza wciąż szczekającym umysłem. Podstawowy budulec istnienia. Białkowa piramida egzystencji. Współzależność każdej żywej formy, komórkowa nieskończona połączona inteligencja istnienia, której nasz umysł w żaden sposób nie rozumie. Jesteśmy odłączeni i wpakowani do małych kwadratowych pudełek mózgo – głowia, które próbuje wygenerować swoje sztuczne cyfrowe królestwo. Neuro – aktywną Symulację. Mechaniczną Otchłań. Bezdotykową sterylną Przestrzeń Zapomnienia. Stajemy się portalami organicznymi, które utrzymuje przy „życiu” przepływ danych – mleko cyfrowej Bestii o stalowych sutkach portów USB. Ciepło krystaliczne proteiny. Pirat miał w chacie opór tego gnoju. Całą masę cyfrowego badziewia wyplutego przez chińskiego smoka na nieskończonych wyprzedażach. Tanie gówno pozbawione smaku. Jednak w środku tego sprzętu też była ziemia – wszystko uczynione z wnętrzności schorowanej i zatrutej Matki. Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie tego gniewu, który tam rośnie. Macie zbyt małą pojemność procesorów, niewydolność konstrukcyjną płyty głównej i źle skonfigurowany kod bazowy. Jesteście niekompatybilni z Istnieniem. Wyalienowani. To co tu przyjdzie będzie poza kontaktem z waszym neurotycznym światem, będziecie myśleć, że jest upośledzone. Nowe zsynchronizowane Istnienie hakujące kody starych programów opartych na dominacji i przemocy. Stary świat upada.

Współczesny zmutowany na pół martwy wymiar ludzkiego istnienia. Szaleństwo mózgu, dialektyczna kakofonia napęczniałej od nadmiaru informacji świadomości w fazie maniakalno – depresyjnej. Egzystencjalna trójca zniwelowana do ostatniego ogniwa – coraz bardziej osamotnionej i neurotycznej jednostki – laboratoryjnego szczura zamkniętego w bezkresnym labiryncie wygenerowanych umysłowych urojeń. Toczący głaz niepoczytalny Prometeusz. Nasze środowisko staje się jałową, bezpłodną pustynią jednakowych sklonowanych miast – molochów wypełnionych do granic możliwości coraz bardziej widoczną frustracją istot ludzkich, które z desperacją szukają jakiegokolwiek sensu w tym obezwładniającym bezsensie, który staje się coraz bardziej widoczny i namacalny. Bezsens staje się chorobą, zaraźliwym wirusem, który bezlitośnie niszczy wrodzony nam potencjał. Bezsensowna forma, bezsensowne odczucie, bezsensowna percepcja, bezsensowne formacje mentalne, bezsensowna świadomość, której człowiek stał się produktem.

Wystarczy włączyć telewizor.

Nasze relacje stały się wieczną pantomimą odgrywanych ról, udającymi dialogi monologami opartymi na zazdrości i rywalizacji nabrzmiałych ego, które w poszukiwaniu wygody zdolne są do niewiarygodnego okrucieństwa. Stworzyliśmy „media społecznościowe” – ostateczny produkt alienacji i niczym nieskrępowanego narcyzmu, który kończy się znienawidzeniem samego siebie i autoagresją. Nasza desperacja jest błaganiem o uwagę, żebraniem o miłość, ciągłym neurotycznym szukaniem potwierdzeń wartości własnego życia. Cała uwaga została ulokowana w obiekcie zewnętrznym, cała nadzieja w ciągle edytowanej narracji, która kształtuje każdą naszą reakcję i myśl – dlatego możliwym stała się automatyzacja gatunku na niespotykaną dotąd skalę. Sygnał tworzy Program – cała nasza technologia informacji, ta pozorna wygoda i wszechwiedza została skonfigurowana dokładnie w tym celu. Tym celem jest absolutna kontrola umysłu, samo – uwięzienie, autocenzura – śmierć instynktu, intuicji i zdolności pozazmysłowych.

Sprowadzenie życia do przetrwania, do walki o niebyt. Człowieka do odtwórcy, maszyny produkcyjnej, źródła zasilania patologii w której funkcjonuje by mógł bezustanne żywić się umysłowymi odpadkami – modyfikowaną karmą współczesnej na wskroś negatywnej popkultury. Hollywood – ścięte święte drewno pozbawione soków i kontaktu z życiem. Fabryka neurotycznych snów. Czarni magowie rzucający podprogowe klątwy. Kiedy obejrzymy już wszystkie seriale zorientujemy się, że prawdziwe życie stało się dla nas nie do zniesienia, ponieważ wymaga wysiłku, wiary, determinacji, pracy i ciągłych zmagań z własnymi słabościami. Prawdziwe życie jest wtedy kiedy to ty jesteś bohaterem własnej opowieści. Zamiast tego zostałeś subskrybentem życia, biernym odbiorcą wrażeń, kibicem, psycho fanem masowej psychozy. Dajcie mi coś nowego! Chcę czegoś ekscytującego!

Nie chcę cię martwić, ale wszystko już było. To przetrawione i wyrzygane wprost na ciebie Nic obleczone w połyskującą tanim brokatem hipnotyczną formę. Permanentny recykling przebrzmiałych idei przepakowanych w Fabryce Bezsensu. Kiedy żyjesz w tak skondensowanym negatywizmie nie możesz udawać greka, być tym uduchowionym śmierdzielem próbującym zapachnić wszystko mdłym kadzidłem i towarem eksportowym z dalekiego wschodu czy nawet rodzimych wynaturzeń o starych słowiańskich bogach – musisz spojrzeć wprost przed siebie na świat w jakim przyszło ci żyć. Spojrzeć na siebie obdartego z tych fikcyjnych fatałaszków spirytualnego guru, którym się mienisz we własnych oczach. Zobaczyć nagie mięso w rzeźni bezlitosnego wszechświata. Ujrzeć Gastropolis. To jest prawdziwa ścieżka inicjacji – wprowadzenie w realny temat. Póki co jesteśmy umierającym ciałem skazanym na potęgujące się cierpienie. Całe nasze szczęście jest nietrwałe i kapryśne. Wszystkie te mozolnie budowane konstrukcje są zabawą dzieci na brzegu bezkresnego chaotycznego oceanu, zaraz ponad widzialnym widmem ograniczenia naszych zmysłów. Nie mamy pojęcia kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i po co. Możemy odkryć z jakim skutkiem. Wszelkie mentalne mechanizmy pocieszenia zawodzą kiedy przychodzi realne cierpienie, podobnie jak cała nasza sztuczna moralność oparta na zapisach wymyślonego prawa. Możesz mówić o czakrach i energii kundalini – jednak to właśnie czas zweryfikuje wszystko – każde słowo i wyobrażenie całą tą wymyśloną nirwanę i urojony kontakt z aniołami. Odkryjesz wówczas, że w żaden rzeczywisty sposób nie potrafisz sobie pomóc nie wspominając o innych czujących istotach. Czary, mary, hokus pokus okazują się bezużyteczne jak zużyte prezerwatywy, którymi próbowałeś się odseparować od cierpienia – pierwszej prawdy tego świata. Cierpienie istnieje i nie zmienisz tego żadnym prawem przyciągania, numerologicznymi zaklęciami, czy magią ceremonialną z książek ściągniętych z chomika. Abstrakcja kabalistycznego drzewa nie da ci schronienia przed burzą w twoim wylęknionym sercu i tej prawdzie zaklętej w autentycznym przerażeniu. To jest to miejsce w którym nikt nie chce być, to jest to miejsce z którego próbujemy uciec w te wszystkie słodko brzmiące fantazje o złotym świetle i dobrym miłościwym Bogu Ojcu, który utuli nas do kolejnego snu, podając kroplówkę ze świętą morfiną. Zawsze poznasz kto był w miejscu tego przerażenia, zobaczysz to w jego oczach, w jego ruchach, w jego stosunku do życia. Zobaczysz człowieka inicjowanego, który się obudził z długiego snu. Nie ma słów na opisanie tego doświadczenia. Moc tej inicjacji kryje się w impulsie, który z niej wychodzi niczym rozdzierająca mrok błyskawica i rozświetla Drogę, która przez chwilę staje się widoczna jak linie na otwartej dłoni. Jest to doświadczenie, które w jednej chwili zmienia wszystko. To przywrócenie Połączenia z realną kondycją tego świata.

Początek Wielkiego Dzieła.
Prawdziwa Praca.

%d blogerów lubi to: